Okazuje się, że czołowa postać obozu prawicy jest – jak mówił na jednym z wcześniejszych nagrań Marek Belka o Jerzym Hausnerze – piwotalna. I może być ministrem zarówno w rządzie Donalda Tuska, jak i stać na czele gabinetu namaszczonego przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Niezależnie od oceny najnowszych taśm, o których poinformował Onet, proceder nagrywania należy do najbardziej prymitywnych i haniebnych form zbierania materiałów kompromitujących polityków, urzędników, ludzi biznesu czy szerzej – osób publicznych. Mimo to w Europie i USA od lat kwitnie – wart setki milionów eurobiznes zdobywania informacji i kreowania intryg przeciw rywalom w walce o władzę i wpływy. W tej dziedzinie dawno złamano wszelkie tabu i – co nawet ważniejsze – monopol państwowych służb. Prywatne agencje wywiadu preparują e-maile, nagrywają rozmowy telefoniczne, inspirują przecieki korespondencji i zdjęć. W ekstremalnych przypadkach zastraszają.

W tym sensie Polska jest w przedszkolu. Widać to, jeśli weźmie się dla porównania choćby przykład prowadzonej w 2016 r. ofensywy, której ofiarą miała być odwołana niedawno szefowa rumuńskiej Narodowej Dyrekcji Antykorupcyjnej (DNA) Laura Codruța Kövesi. Nasze taśmy kelnerów, niezależnie od tego, jak bardzo żałosny był sam proceder, wyglądają na studencką zabawę, bo przeciwko szefowej DNA – instytucji, która wysłała za kratki kilkudziesięciu rumuńskich posłów, burmistrzów, ministrów, oligarchów i byłych szefów rządu – zaangażowano międzynarodową firmę Black Cube, której kadry wywodzą się z izraelskich sił zbrojnych, wywiadu i skarbówki. Do Bukaresztu wysłano Rona Weinera i Davida Geclowicza, którzy swoimi działaniami mieli pogrążyć Kövesi. Opis ich działań znajduje się w aktach sprawy, którą wytoczyło im państwo rumuńskie.