Dziennik.plOpinie

Piątek, 25 maja 2012

Imieniny: Grzegorza, Magdy, Marii Magdaleny

Michalski: Koniec polityki historycznej

2007-11-05 | Ostatnia aktualizacja: 17:50 | Komentarze: 0 | skomentuj

Nie dalej jak w sobotę Kwaśniewski leżał na deskach. Pijacki występ w Kijowie, a później fatalnie zagrane przez sztywnego z natury Borowskiego: "Olek, mordo ty nasza, jesteśmy z Tobą!" obniżyły do zera powagę zarówno byłego prezydenta, jak i całej postkomunistycznej formacji, we wszystkich jej psudoreformatorskich odmianach - pisze Cezary Michalski, zastępca redaktora naczelnego DZIENNIKA.

Pogoda

POLSKA

Piątek 2012-05-25

temp. min 5°C max. 22°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

W kijowskiej wyprawie Kwaśniewskiego bardziej kompromitujące od "paru kieliszków wina" było to, że "Olek" szedł na odsiecz formacji o sugestywnej nazwie K.U.Cz.M.A. - w której szeregach do władzy na Ukrainie usiłują wrócić ludzie najgorszej sowieckiej nomenklatury, skompromitowani i odsunięci przez "pomarańczową rewolucję". Okazało się, że Kwaśniewski nie zmienił się od czasów Charkowa. Nie zmienił się od czasu "magistra", o czym zresztą wiedzieliśmy już po jego wywiadzie dla niemieckiej wersji "Vanity Fair", a wcześniej po wzięciu przez niego pieniędzy od ukraińskiego oligarchy Pińczuka (też bliskiego organizacji K.U.Cz.M.A.).

Zatem w sobotę wieczorem Kwaśniewski był pośmiewiskiem zarówno TVP, jak i TVN. Ale już nie w niedzielę. W niedzielę stał się ponownie stroną najważniejszego sporu o Polskę. Stał się, bo tak zdecydował Jarosław Kaczyński. Podniósł Kwaśniewskiego z desek, otrzepał go z kurzu i uczynił swoim przeciwnikiem w najważniejszej wyborczej debacie. A wszystko po to, aby obejść i zmarginalizować Platformę. Drugą obok PiS postsolidarnościową partię, z którą Kaczyński toczy swój właściwy bój.

Jarosław Kaczyński staje się z dnia na dzień coraz bardziej skuteczny. Problem w tym, że na swojej drodze do pełni władzy zużywa wartości, którym jego zwycięstwo miało kiedyś służyć. To obecny premier doprowadził do wirtuozerii zasadę polityki historycznej - mobilizował pokolenie stanu wojennego, powtarzając, że odda historyczną sprawiedliwość ludziom upokorzonym w Grudniu '81, a postkomunistów raz na zawsze zepchnie na margines. W imię tak szczytnych celów każdego przeciwnika politycznego, obojętnie z jak bogatą opozycyjną biografią, był gotów porównać do ZOMO. A triumf opozycji zrównać ze stanem wojennym.

Sam jednak zatrudniał największych peerelowskich oportunistów, więcej, zbudował z nich przyboczną gwardię. Kaczmarek jako młody człowiek robił w latach 80. karierę w PZPR i prokuraturze. Po roku 2005 postanowił ją zrobić w PiS. Kryże był dyspozycyjny jako gierkowski sędzia i jest dyspozycyjny jako pisowski wiceminister. Za każdym razem premier się zaklina, że nic o peerelowskich biografiach swoich ludzi nie wiedział, choć od dwóch lat ma wgląd we wszystkie życiorysy. Podnosząc z desek Kwaśniewskiego, załatwiając dodatkowe punkty dla LiD, nie ma takiej wymówki.

Wielu ludzi wciąż mobilizuje ten absolutny polityczny pragmatyzm opakowany w najbardziej bolesne emocje przeszłości. Ale mnie już nie. Kaczyński gra skutecznie i ostro. Ale to jest gra, która z emocjami stanu wojennego nie ma nic wspólnego. Poza tym, że owymi emocjami chce manipulować. Zupełnie na zimno.

Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«