Spóźniona wojna z Kaczyńskim
Ma tyle charyzmy, co budka telefoniczna na prerii - tak opisano kiedyś pewnego amerykańskiego polityka. Prerię zostawmy, reszta pasuje do czołówki polskiej lewicy - pisze w DZIENNIKU Piotr Zaremba.
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 5°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller padli pod ciężarem swoich słabości. Na placu boju zostawili ekipę złożoną ze starych i młodych działaczy, z których paru wyróżnia się inteligencją, a jednak żaden nie jest zdolny do poprowadzenia za sobą ludzi.
Kiepska kondycja lewicy to wynik kryzysu osobowości, choć nie tylko. Kaczyńskiemu i Tuskowi udało się wykreować po części autentyczny, po części teatralny spór różnych wizji i stylów politykowania. Wykorzystując kłopoty formacji postkomunistycznej, przełamali dwa fatalizmy: że Polacy dzielą się na pogrobowców PRL i „Solidarności” i że Polsce potrzebna jest podręcznikowa równowaga lewicy i prawicy.
Nie ma powodu, aby w 2008 r. istotna grupa wyborców zmieniła w tych sprawach zdanie. Problemem lewicy nie jest nawet niespójność, lecz brak przekazu. Dochodzą błędy taktyczne i słabość wewnętrzna. Lewicowi posłowie będą w 2008 r. skoncentrowani na walce z fantomem PiS-owskich przewin – w komisjach śledczych – więc na punktowanie rządu Tuska nie starczy im energii. Starcie na czerwcowym kongresie SLD między zwolennikami Wojciecha Olejniczaka i Grzegorza Napieralskiego czy napięcia między SLD-owskim aparatem a jego niezbyt chcianymi sprzymierzeńcami z mniejszych partii przyniosą widowiskowe, kojarzone do tej pory bardziej z prawicą waśnie.
Ludzie lewicy są dziś jak peerelowscy fachowcy, pionierzy polskiego kapitalizmu, którzy w końcu padli w konkurencji z ludźmi spoza układu. Miller i Kwaśniewski przetarli szlaki profesjonalnej polityki dla Tuska i Kaczyńskiego.
Czy dla lewicy jest jeszcze szansa? Może za kilka lat – jeśli znaczenia nabiorą znów konflikty ideologiczne, nie tak letnie jak ten o in vitro. Na razie postkomuniści sami zgotowali sobie swój los. Tak długo zabiegali, aby spory o przeszłość zastąpić debatą o przyszłości, że w końcu stracili rację własnego bytu.
Czy dla lewicy jeszcze szansa? Może za kilka lat – jeśli znaczenia nabiorą konflikty ideologiczne. Na razie postkomuniści sami zgotowali sobie swój los. Tak długo zabiegali, aby spory o przeszłość zastąpić debatą o przyszłości, że w końcu stracili rację własnego bytu


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!