Partyka: Też będziemy protestować
To bardzo dobrze, że prezes PKOl Piotr Nurowski zmienił zdanie. I zapowiedział, że nie będzie wyciągał konsekwencji wobec sportowców, którzy zdecydują się w jakiś sposób zamanifestować solidarność z Tybetańczykami. Sportowcy, tak jak wszyscy obywatele, są wolni, niezależni, suwerenni i mogą prezentować swoje poglądy - pisze w DZIENNIKU sportowiec Artur Partyka.
- Cały rząd nie pojedzie na olimpiadę
- Olimpijczyk z Matką Boską w klapie
- "Zachód bez mydła wchodzi Chinom do t..."
- Bojkot Coca-Coli i Adidasa
- Olimpiada w Pekinie bez Tuska
- Tybetańczycy grożą samobójczymi atakami
- Opozycja murem za premierem
- Belgia chce zbojkotować olimpiadę w Pekinie
- "Wolałbym bić Chińczyków, ale powalczę o medal"
- Internauci wzywają do bojkotu Red Bulla
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jestem pewien, że ci młodzi i pełni fantazji ludzie zechcą w jakiś sposób tę solidarność, ale i sprzeciw wobec dyktatury Chin wyrazić. Zarówno polscy olimpijczycy, jak i sportowcy z innych krajów na pewno znajdą na to taki sposób, który nie będzie godził w idee olimpijskie, a ich zachowanie nie będzie stało w sprzeczności z tym, co jeszcze zostało z idei ruchu olimpijskiego. Niestety współczesne zawody coraz mniej mają wspólnego z ideami Pierre’a de Coubertina, a ruch olimpijski uległ daleko idącej komercjalizacji.
Dlatego bardzo podoba mi się na przykład pomysł Szymona Kołeckiego: bądźmy podobni do mnichów tybetańskich i ogolmy głowy w geście solidarności. Nikt nie będzie nas mógł ściągnąć z bieżni tylko dlatego, że jesteśmy łysi - a sygnał z pewnością pójdzie w świat. Pozwólmy sportowcom bić rekordy, ale nie odbierajmy im prawa do manifestowania poglądów politycznych. Jeżeli sportowcy czują, że to jest dobry moment, żeby je pokazać, niech zrobią to w przemyślany sposób, najlepiej we współpracy z innymi.
Mam tylko nadzieję, że kiedy olimpiada dobiegnie końca, coś naprawdę zacznie się zmieniać w Tybecie. Obawiam się bowiem, że nieprzemyślane gesty mogą odbić się w dwójnasób na sytuacji Tybetańczyków po igrzyskach. Bo choć w czasie trwania olimpiady wszystkie oczy będą zwrócone na Pekin, a gesty sportowców mogą być bardzo widowiskowe, nie łudźmy się, że one same wystarczą, by coś zmienić. Dlatego w moim przekonaniu potrzebne jest jeszcze działanie polityków i świata biznesu. Cieszy mnie wczorajsza wypowiedź premiera Francji, który zapowiada, że jakaś forma protestu będzie możliwa, i zapewnienie premiera Tuska, że nie wybiera się na ceremonię otwarcia do Pekinu. Tylko skoordynowane działanie wielu stron ma szanse powodzenia, a ostatnie doniesienia pokazują, że i politycy, i zwykli obywatele próbują znaleźć skuteczny sposób wpływania na Chiny.
Choć jestem przeciwny wplataniu sportowców w międzynarodowe konflikty, to z drugiej strony myślę, że igrzyska w Pekinie są wyjątkową okazją do przeprowadzenia tego typu akcji.
Artur Partyka, lekkoatleta, dwukrotny medalista olimpijski w skoku wzwyż

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!