Grzegorz Napieralski pokonał go dzięki poparciu dołów partyjnych, działaczy terenowych. A także dlatego że członkowie Sojuszu byli sfrustrowani dotychczasowymi działaniami Olejniczaka. Nowy przewodniczący nie cieszy się jednak uznaniem wśród znacznej części establishmentu, który wiele kontroluje w Sojuszu. I wydaje mi się, że będzie mu bardzo trudno scalić te dwie grupy i utrzymać spójność partii. Nie chodzi nawet o to, że wygrał niewielką różnicą głosów. Dużo istotniejsze dla przyszłości SLD jest moim zdaniem to, co dzieje się poza nim.

Gdyby wygrał Olejniczak, spodziewałbym się nowej konsolidacji lewicy wokół Sojuszu, natomiast jego przegrana zwiększa prawdopodobieństwo utrzymania podziału lewej strony sceny politycznej na SLD w starym stylu i ugrupowanie Marka Borowskiego. A nawet jest bardzo prawdopodobne, że w tej sytuacji zostaną podjęte próby stworzenia nowego bytu politycznego skupiającego zarówno część środowisk postkomunistycznych, jak i liberalno-lewicową część dawnej opozycji.

Tak więc ostatnie wybory na przewodniczącego SLD, mimo iż przyniosły zmianę na tym stanowisku, tak naprawdę niczego nie zmieniają w sytuacji partii. Bo nie jest prawdą - jak niektórzy utrzymują - że Napieralski uosabia nową jakość w Sojuszu. Zarówno on, jak i jego konkurent Olejniczak są mocno zakorzenieni w PZPR-owskiej przeszłości i niczego innego niż to, co było dla niej charakterystyczne, nie wymyślą.

Tak więc sądzę, że Sojusz Lewicy Demokratycznej nigdy nie będzie normalną lewicą. Przede wszystkim dlatego, że środowisko SLD wyszło ze schyłkowego PZPR, z czasu, kiedy żadne idee się nie liczyły, a chodziło jedynie o utrzymanie władzy i płynących z niej korzyści. I ta cecha jest wciąż konstytutywna dla owego ugrupowania, według niej odbywa się kooptacja nowych członków. To chyba nie przypadek, że głównymi pretendentami do przywództwa Sojuszu byli ludzie genetycznie związani z aparatem PZPR. Myślę, że musi upłynąć dużo czasu, zanim w inny niż ten wynikający z genezy SLD sposób będzie można tę partię budować. Potrzebna jest nowa tożsamość programu lewicowego, który by nie porzucał pewnych wartości, ale jednocześnie zmierzał się z rzeczywistością. Niestety, w tym środowisku nie widzę żadnych przejawów myślenia ideowego, widzę natomiast wyłącznie myślenie taktyczne.

Napieralski w roli przewodniczącego Sojuszu oznacza przede wszystkim przeniesienie akcentów, wybicie na pierwszy plan innych priorytetów - podkreślanie antyklerykalnej linii, liberalizm obyczajowy. W tej próbie zmiany orientacji popełniane są dwa podstawowe błędy. Po pierwsze z całą pewnością w Polsce pomysłem na skuteczną lewicę nie może być postawa antykościelna. Bezmyślne naśladowanie w tym względzie Hiszpanów, co robi Napieralski, który zyskał nawet przydomek "Zapateralski", nie ma w Polsce racji bytu. Stosunek Polaków do Kościoła jest całkiem inny. Przede wszystkim Kościół w Hiszpanii stał przy dyktaturze frankistowskiej, a Kościół polski opowiedział się po stronie demokracji, przeciwko komunizmowi. Poza tym mamy Jana Pawła II, którego postać potężnie wpływa na wyobraźnię i uczucia Polaków. Dlatego też ataki na Kościół muszą być postrzegane jako ataki na polską tożsamość.

Po drugie skrajne pomysły dotyczące mniejszości, zwłaszcza homoseksualnych, nie mają w Polsce poparcia, a na pewno nie zyskają go w grupach, które mogłyby być zainteresowane socjalnymi pomysłami lewicy zmierzającymi do równości szans.

Sojusz nie ma przyszłości, ponieważ brakuje mu zarówno programu, jak i jego wykonawcy. Nie widzę ani zespołu programowego, który miałby cechy potrzebnej oryginalności, ani takich instrumentów, które mogłyby być nośnikiem tego programu. Powtórzę: SLD jest partią starego PZPR-owskiego aparatu, ludzi bezideowych o bardzo zawężonym horyzoncie wyobraźni. Ostatnia dekada to dziesięć lat erozji SLD. Wydaje mi się też mało prawdopodobne, aby Napieralski pchnął Sojusz na nowe tory. Zapowiedź otwarcia się na młodzież śmieszy mnie tym bardziej, że młodzież jest w tej chwili najbardziej liberalną częścią społeczeństwa. W jaki sposób Sojusz miałby wygrać rywalizację o nią z Platformą? Refundując środki antykoncepcyjne? Czy wizerunek tej partii ma tworzyć bezpłatna prezerwatywa? Zresztą nawet tego nie udało się SLD w przeszłości zrealizować.