Znając jego życiorys aż trudno uwierzyć, że ten człowiek przed laty aspirował do roli mentora dla młodszych kolegów i dawał im wskazówki, jak powinien żyć i zachowywać się prawdziwy dziennikarz. Ludzie pokroju Maleszki nie mają prawa, by opisywać rzeczywistość, ani tym bardziej, żeby uczyć innych, jak należy to robić. Przecież dziennikarzy obowiązuje jedna bardzo prosta zasada: dziennikarz powinien zawsze dążyć do tego, by poznać i powiedzieć prawdę. To jedyny słuszny motyw dziennikarskich działań. A jeżeli ktoś nie potrafi żyć według tej zasady, nie może być mowy o tym, żeby był dziennikarzem. Więcej, nie ma dla niego miejsca w dziennikarskim świecie.

Dlatego tak dziwiła mnie decyzja Adama Michnika, by Maleszka funkcjonował jako redaktor "Gazety Wyborczej" już po odkryciu prawdy na temat jego przeszłości. Adam Michnik popełnił błąd - jak wielu innych dał się oszukać Lesławowi Maleszce.

Nie wyobrażam sobie Lesława Maleszki w roli dziennikarza. To człowiek tak skompromitowany, że jego słowa straciły jakąkolwiek wiarygodność. Tym bardziej że nawet przyznając się do współpracy z SB, używał sformułowań, które nie zdradzają, by kiedykolwiek miał jakieś moralne dylematy, ani że dziś żałuje czynów z przeszłości.

Dziennikarstwo na pewno nie jest drogą usłaną różami. Wymaga pewnej gruboskórności. Na pewno bywa też zawodem niewygodnym, bo decydując się na jego wykonywanie, trzeba bezustannie ponosić konsekwencje tego wyboru. Wiem to z własnego doświadczenia, kiedy moi koledzy po fachu weszli do świata polityki, znaleźliśmy się po dwóch stronach barykady. Ja jako dziennikarz, oni jako politycy. Zawód polityka wymaga, żeby oszukiwał dziennikarza, zawód dziennikarza wymaga, by przejrzeć polityka i powiedzieć prawdę, którą ten stara się ukryć.

Dlatego dziennikarstwo traktuję bardzo poważnie. I nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek mógł wykonywać ten zawód, nie myśląc o nim w kategoriach powołania. To nie jest profesja, którą można wybrać dlatego, że lubi się pisać. Albo dlatego, że wydaje się to ekscytujące. Prędzej czy później ktoś, kto jest dziennikarzem, staje przed moralnym dylematem. I musi dokonywać wyborów w sposób świadomy. Jeżeli więc ktoś świadomie wybiera życie w kłamstwie, a później nie dopuszcza do siebie myśli, że działał w sposób zakłamany, to takie decyzje odbierają mu jakiekolwiek prawo do nazywania siebie dziennikarzem. Dziennikarstwo to misja. Misja dążenia do prawdy. Czy poczucie takiej misji może mieć ktoś taki jak Lesław Maleszka? Nie sądzę.