Ma zresztą duże doświadczenie w tej sprawie. W 1992 r. specjalnie przyjechał do Polski, żeby świadczyć przed sądem na rzecz nieskazitelnego charakteru profesora Zdzisława Marka. A to Marek, krakowski kryminolog usłużny wobec milicji, orzekł, że Pyjas spadł ze schodów.

Kiedy go zobaczyłem w tym filmie, pomyślałem: na zawsze jesteśmy skazani na Widackiego. Jak u Pasikowskiego w "Psach". Esbek grany przez Lindę rzuca pod adresem majestatycznego dygnitarza: "Czasy się zmieniają, a pan ciągle w komisjach". A jednak mecenas zniknie przynajmniej z jednej komisji. Nie będzie sejmowym śledczym badającym zbrodnie PiS. Niby dlatego, że nie reprezentuje już klubu SLD, opuścił go niedawno z innymi demokratami. Ale ani Olejniczak, ani Napieralski nie nalegali na jego odejście. Co się więc stało?

Może po prostu - to hipoteza podyktowana nieuleczalnym optymizmem autora tego komentarza - Polska staje się normalna? Może Widacki pojął, że trudno być śledczym, gdy jest się przedmiotem kilku śledztw prokuratorskich. A w tych śledztwach występuje się w roli nie bohatera politycznych prześladowań, ale chytrego mecenasa przemycającego grepsy czy wymuszającego zeznania.

A może Widacki zauważył, że trudno wygłaszać oracje o praworządności i równocześnie rekomendować na doradcę komisji byłego esbeka. I że autorytetem broniącym demokracji niekoniecznie musi być dawny wykładowca szkoły dla funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Z czasów, gdy Jaruzelski „normalizował” Polaków. Widacki temu zaprzeczał, ale procesu piszącym o tym gazetom nie wytaczał.

A może Widackiego zmógł powrót do sprawy Pyjasa. Może w kimś, na przykład w jego kolegach z Partii Demokratycznej, ważnych ludziach dawnej „Solidarności”, obudziło się sumienie. Gdy Bronisław Wildstein upominał się o wyjaśnienie śmierci Pyjasa, to według jego relacji Widacki patrzył na niego jak na śmiecia. Profesor Marek był dla niego za to wspaniałym człowiekiem. A to Marek powiedział krakowskiej dziennikarce, nie wiedząc, że ta go nagrywa: „Pyjasowi ktoś dał w mordę”. Wspaniały język, całkiem nie z krakowskich salonów. Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci kim jesteś.

Nie wiem, dlaczego Widacki odchodzi. Ktoś go poprosił, aby choć raz nie zasiadał w jakiejś komisji? O jego rolę trzeba pytać nawet nie lewicę, ona lubi takich ludzi. Pytać trzeba demokratów. Także Platformę Obywatelską, że tolerowała go jako śledczego, choć ma on kłopoty z prokuraturą. A przede wszystkim intelektualne salony, które widziały w nim uroczego konesera win i poręcznego sojusznika w bojach z prawicą, choć nie trzeba było orlego wzroku, aby dostrzec jego inne oblicze.