Nerwowa rocznica wybuchu Wielkiego Kryzysu
W znaczący sposób przysłużył się pan pomyślności USA i naród jest pańskim dłużnikiem - takimi słowami, cytowanymi przez "The Wall Street Journal", jeden z kongresmenów żegnał parę lat temu odchodzącego na emeryturę Alana Greenspana. Dzisiaj wygląda na to, że Amerykanie, i poniekąd cały świat, stali się rzeczywistymi dłużnikami przekonań Greenspana: polityki łatwego pieniądza i ślepej wiary w nieustanny wzrost cen na rynku nieruchomości.
- Polacy jednak zostają na Wyspach
- Koniec kapitalizmu, jaki dzisiaj znamy
- Prawo Murphy'ego ma już 60 lat
- Chiński smok nie wyrwie świata z kryzysu
- Giełda i złotówka w czarnej dziurze
- Bankierzy postraszeni listami z wąglikiem
- Pawlak: W Polsce nie ma kryzysu
- Inżynier Pawlak i bankrut Greenspan
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wczoraj upokorzony przez kongresmenów Greenspan przyznał się do błędów. Tak powoli ginie jego legenda: człowieka, który był uznawany za jednego z najlepszych szefów Amerykańskiej Rezerwy Federalnej, wielkiego ekonomisty, w którego nie zawsze jasne wywody wsłuchiwał się cały świat. Rozmiary dzisiejszego kryzysu sprawiają, że szybko idą w niepamięć zasługi Greenspana. Choćby to, że jego polityka, zanim z wielkim hukiem podważył ją kryzys, jednak wcześniej zapewniła Stanom Zjednoczonym bezprecedensowo długi okres prosperity.
Ale wczorajsze wyznania Greenspana potwierdzają to, o czym od dłuższego czasu przekonanych jest wielu ekonomistów. U podstaw kryzysu nie tkwi jakiś megaprzekręt, na pomysł którego wpadli działający na międzynarodowych rynkach chciwi bankierzy. Owszem, chciwość i pogoń za zyskami odegrała tu swoją rolę, ale jakkolwiek byśmy ją oceniali, w kapitalizmie odgrywa ona kluczową rolę zawsze. Oni tylko, albo aż wykorzystali okazję, którą podsunęła im błędna polityka instytucji publicznej i regulatora zarazem, czyli Fed. Przyczyna kryzysu nie tkwi zatem w patologiach wolnego rynku, w sferze prywatnej, tylko w publicznej.
Jakie wczoraj mieliśmy tego skutki? Niesłychanie nerwowy dzień. Na szczęście złoty wyszedł z niego stosunkowo obronną ręką. Za to po południu zapachniało krachem z oceanem, zostały nawet zawieszone transakcje na kontrakty terminowe. Ale niezłe dane napływające - nomen omen - z rynku nieruchomości w Stanach pozwoliły na powstrzymanie giełdowych spadków. N szczęście nie mieliśmy czarnego piątku dokładnie w 79. rocznicę krachu na Wall Street otwierającego Wielki Kryzys.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!