Ataki z użyciem karabinów maszynowych i granatów, dwudniowe walki uliczne, odbijanie hoteli. Skala ataku terrorystycznego w Bombaju poraża. Tym bardziej, że celem nie był jakiś odległy ośrodek administracyjny, ale największe miasto Indii. Siedziba Bollywood, najlepiej prosperującego przemysłu filmowego na świecie. Biznesowe serce kraju. Terroryści pokazali, że są dobrze zorganizowani i potrafią starannie dobierać cele. Nie jest to ich pierwszy atak i zapewne nie ostatni. Indie wchodzą coraz głębiej w strefę przemocy i destabilizacji ciągnącą się z Afganistanu, poprzez Pakistan.

Uderzenie na taką skalę jest możliwe tylko w kraju, w którym sytuacja wewnętrzna pozostaje daleka od stabilizacji. Indie, mocarstwo jądrowe, wysłały niedawno lądownik na księżyc, na szczycie państw grupy G-20 w Waszyngtonie zachowywały się, jak jeden z głównych architektów ładu międzynarodowego. Eksperci przewidują, że w perspektywie piętnastu - dwudziestu lat znajdą się wśród czterech czołowych potęg globu. Rozwój.

Przyszłość. Kiedyś z pewnością tak. Na razie jednak kraj ten jest najbardziej podatny na ataki terrorystyczne spośród wszystkich światowych potęg. Słabość władz, szczególnie stanowych, korupcja, dezintegracja społeczna, partykularyzmy czynią go magmą, w której bez przeszkód konspirują terroryści i radykałowie wszelkich maści, w tym islamscy. Jak rekiny krew, tak oni instykntownie wyczuwają niemoc.

Właśnie islamiści najprawdopodobniej stali za zamachami w Bombaju, choć nie ma co do tego pewności. Po ataku służby specjalne wyłapywały także ekstremistów hinduistycznych. Na wszelki wypadek zamykały do więzień i jednych, i drugich. Terrorystom trudno byłoby jednak odnieść widowiskowy sukces, gdyby Indie nie tylko z nazwy, ale i w rzeczywistości, były sprawną demokracją, z mniej więcej uczciwą policją i efektywną administracją. Jest inaczej. Dlatego państwo dorobiło się licznych wrogów walczących z nim z bronią w ręku. Pierwsze skrzypce wiodą wśród nich kaszmirscy separatyści.

Dziś w górach tysiące bojowników stawiają czoła potężnej armii indyjskiej. Niestety, część wybrała współpracę z Al-Kaidą. Wszystko wskazuje na to, że zamachy w Bombaju mają na sobie znak firmowy Kaszmiru. Podobnie jak ataki na kolejki podmiejskie w tym mieście, które w 2006 roku pochłonęły dwieście ofiar. Po terror sięgają też inni. Separatyści z Assamu w serii eksplozji w październiku tego roku uśmiercili osiemdziesiąt osób. Wojna z nimi pochłonęła już dziesięć tysięcy ofiar. Równie brutalni są maoiści grasujący we wschodnich prowincjach. Od początku listopada także oni zdołali unicestwić kilkadziesiąt istnień ludzkich. Ekstremiści islamscy uderzają z taką łatwością, ponieważ są jedną z wielu grup żerujących na potęgującym się chaosie i niemocy indyjskiej republiki.

Terroryzm jest probierzem słabości struktur państwa. Po 11 września 2001 roku Ameryka stała się dla terrorystów twierdzą nie do zdobycia. Europa wyeliminowała swoje słabe punkty po atakach w Madrycie w marcu 2004 roku i Londynie w lipcu 2005. Na razie mordercy nie wykryli luk w naszych systemach bezpieczeństwa, z powodzeniem natomiast operują w państwach słabych. Stosują ten sam model postępowania. W Bombaju, podobnie jak w pakistańskim Islamabadzie we wrześniu tego roku, uderzyli w obiekty, gdzie przebywali obywatele państw zachodnich. Najwyraźniej mogą nas dosięgnąć, tylko wtedy, gdy wynurzymy się z naszych enklaw bezpieczeństwa. Niestety, Indii nie możemy zaliczyć do jednej z nich.

Kraj ten przechodzi na stronę ciemności.