Agencja najwyraźniej nie podjęła najmniejszej próby weryfikacji tych doniesień za pomocą środków i metod właściwych służbom specjalnym, nie mówiąc już najprostszym o skorzystaniu z polskiej prasy, w której znalazło się wiele cennych informacji. Wszystko to świadczy o tendencyjności działań ABW.

Nie patrząc na niską jakość tej analizy, nadano jej nazwę "raportu" i objęto klauzulą poufności. Cóż, prasówek zazwyczaj się takimi klauzulami nie obejmuje. A jednak szef ABW podpisał się pod niewiarygodnymi wnioskami o rzekomej inspiracji Gruzinów, co szalenie niekorzystnie odbiło się na polskiej racji stanu. To rodzi podejrzenia, że "raport" powstał na zamówienie polityczne.

Niestety, z całą perfidią został wykorzystany przez Rosjan i doprowadził do tego, że ci którzy przyznali się do sprowokowania incydentu dziś się z tego wycofują. Pan Bondaryk dał im ku tego podstawy. To nie pierwsza jego kompromitacja i ogromny kłopot dla premiera Tuska.

Przyszedł czas na odpowiedź, do czego rzeczywiście służą służby specjalne pod rządami PO. Wygląda na to, że ich misja nie ma wiele wspólnego z zapewnieniem bezpieczeństwa Polsce i Polakom.