Wypada odróżniać "tezę" od "hipotezy". Raport Centrum Antyterrorystycznego ABW nie stawia tezy, że za strzelaninę odpowiadają Gruzini, natomiast mówi o różnych, branych pod uwagę hipotezach. To jest bardzo wyraźnie powiedziane.

Reklama

Dlatego w tej całej sprawie bulwersuje mnie tylko jedno: jak dokument wytworzony przez Centrum Antyterrorystyczne trafił w ręce dziennikarzy. To, na czym nam dziś najbardziej powinno zależeć, to na znalezieniu źródła przecieku.

Nie mówię oczywiście o winie dziennikarzy, bo oni mają prawo korzystać z dostępnych źródeł. Natomiast niefrasobliwy urzędas, który ten dokument dostarczył mediom, powinien zostać znaleziony, przykładnie ukarany, wyrzucony z pracy i nigdy więcej nie powinien mieć dostępu do tajnych dokumentów. I nie ma tu znaczenia, czy zawarte w raporcie ustalenia są tajne.

Raport ma klauzulę poufności, zawiera informacje z różnych służb i nie był przeznaczony dla opinii publicznej, zwłaszcza zagranicznej. Ten, kto za to odpowiada, musi zostać ukarany. I coś mi się wydaje, że już jesteśmy blisko ustalenia winnego.