Gursztyn: Rozbijanie sobie nosa własną pięścią
To co zrobił Pacewicz, przypomina zdarzenia znane z polskiej polityki. Do tej pory to partyjni liderzy rozbijali sobie nos własną pięścią. Okazuje się, że także dziennikarze nie są wolni od tej przypadłości - o awanturze wokół wyróżnienia dla Bogdana Rymanowskiego pisze Piotr Gursztyn.
- Pacewicz zasmuca skalą samozakochania
- "Pacewiczowi prawda nie pasuje do tezy"
- Dziennikarze Roku bronią Rymanowskiego
- Cios pięścią czy dysputa o standardach?
- "Wyborcza" zwalnia znanych dziennikarzy
- Kaczyński w butach Wałęsy i Krzaklewskiego
- "Rymanowski to niedziennikarz roku!"
- Rymanowski to inteligentny dziennikarz
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Nie opadają emocje wywołane atakiem "Gazety Wyborczej" na nagrodzonego wyróżnieniem Dziennikarz Roku Bogdana Rymanowskiego. Te emocje buzują wewnątrz środowiska dziennikarskiego, od jego szczytów do dołów, ale nie jest to sprawa tylko środowiskowa. Zainteresuje też opinię publiczną, bo właśnie zaczyna się toczyć mecz "Gazeta Wyborcza" kontra reszta świata.
Atak wicenaczelnego Piotra Pacewicza, który nazwal Rymanowskiego "niedziennikarzem" został już po wielokroć skomentowany i najczęściej potepiony. Ta awantura jednak szybko się nie zakończy. Sprawa tego ataku, jego brutalność, próba wprowadzenia w środowisku sztucznego podziału na dziennikarzy telewizyjnych i dziennikarzy prasowych spowodowała, że od "Gazety Wyborczej" odwróciła się w tej chwili przytłaczająca wiekszość ludzi mediów. Także tych życzliwych i neutralnych wobec gazety. Ci ludzie uznali, że tekst Pacewicza nie jest przypadkowy i jest przejawem zamierzonej polityki "Wyborczej" - stosującej podwójne standardy i obrażającej się, gdy wyróżnienia nie przypadaja swoim.
To co zrobił Pacewicz przypomina zdarzenia znane z polskiej polityki. Do tej pory to partyjni liderzy wykonywali coś, co można nazwać rozbijaniem sobie nosa własną pięścią. Ostatnim tego przykładem jest niemal samobójczy atak Jarosława Kaczyńskiego na Stefana Niesiołowskiego. Okazuje się, że także dziennikarze nie są wolni od tej przypadłości. Rymanowskiemu bylo pewnie bardzo przykro, ale realnej straty nie poniósł. Można uznać, że nawet zyskał, bo usłyszał masę głosów poparcia i sympatii. Zyskał tym bardziej, że z godnością przemilczał ten małostkowy wybuch zawiści.
Jedyne straty ponieśli inicjatorzy awantury. Już teraz dziennikarze "Gazety Wyborczej" przeżywaja towarzyskie nieprzyjemności, kiedy słyszą wyrzuty od kolegów z innych redakcji. To gorzka dla nich chwila - ostatni raz przeżywali coś takiego wtedy, gdy Jerzy Urban zeznając na komisji badającej aferę Rywina szczegółowo opisywał swoją towarzyską zażyłość z Adamem Michnikiem. Teraz jest to trochę niesprawiedliwe, że dziennikarze "Gazety Wyborczej" cierpią z powodu awantury wywołanej nie przez siebie, ale przez jednego ze swoich szefów. Ale też i "Gazeta Wyborcza" idzie w zaparte - przecież nikt z tej redakcji nie przeprosil Rymanowskiego. Przeciwnie "Gazeta wyborcza" uważa, że postąpiła słusznie i że Bogdan Rymanowski, laureat nagrody Dziennikarz Roku 2008 w istocie dziennikarzem nie jest.




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!