Uważam Jacka Kurskiego za jednego z najinteligentniejszych polskich polityków. To on pierwszy przewidział epokę politycznej socjotechniki, tyle że ze swoimi pierwszymi "numerami" nie trafił w swój czas i musiał wędrować od obozu do obozu. Jednak to naprawdę bardzo zdolny i sprytny człowiek. Dlatego zdumiewa mnie, kiedy czytam dziś jego wypowiedzi dla "Pytajnika DZIENNIKA" i mam wrażenie, że opuścił go rozum.

Bo przecież normalnym mechanizmem w demokracji jest weryfikacja i wymiana kadr. Te same zasady dotąd obowiązywały również w partiach politycznych. Wybory na różnych politycznych szczeblach służą temu, by politycy sprawdzili, na ile ich propozycje trafiają do ludzi. Tymczasem w DZIENNIKU Jacek Kurski otwarcie postawił rzeczywistość na głowie wyznając, że w perspektywie 10-12 lat trudno mu sobie wyobrazić inne funkcjonowanie PiS niż z jednoosobowym przywództwem Jarosława Kaczyńskiego. Następca zresztą też ma być wyznaczony przez prezesa.

Jako byłemu dziennikarzowi radia studenckiego kojarzy mi się to nieodparcie ze słynnym przebojem "Wódz" Trzeciego Oddechu (nomen omen) Kaczuchy. Słowa wprawdzie dotyczyły Edwarda Gierka i jego dyplomatycznego zawału serca, ale i dziś uderzają trafnością:

"Witali, wołali, wołali, witali,

Kwiaty, krawaty, pompa i puc,

Lakierki, szpalerki, miliony ton stali,

Wrzaski, oklaski: Pan Prezes, Pan Wódz!

(…)

On wzrusza się nagle w tym ciepłym lokalu,

On biedny, on chory, on biedny, on chory,

On biedny, on chory, on leży w szpitalu.

On wzrusza ramieniem jak gdyby nic,

Wódz, a za Wodzem pic.

On wzrusza ramieniem jak gdyby nic,

Wódz, a za Wodzem - nic!"

Za chwilę koleżanki i koledzy partyjni Jacka Kurskiego obudzą się i zobaczą, że jest Wódz - a za Wodzem nic. Kompletny pic. I to będzie spuścizna wieloletnich jednoosobowych rządów Jarosława Kaczyńskiego.