Gdy w lipcu zajęliśmy się sprawą angielskiego, okazało się, że w Polsce po angielsku mówi zaledwie 29 proc. Mieszkańców, podczas gdy średnia unijna to 51 procent. Z wyliczeń ekspertów wynikało, że rocznie kosztuje to polski PKB do 70 miliardów euro.

Przygotowywano wówczas wielką reformę edukacyjną wprowadzającą od pierwszej klasy obowiązkowy język obcy. Domagaliśmy się, by zawsze był to angielski, bo nauczanie każdego innego języka jest fikcją, a przydatność niemieckiego czy francuskiego - wielokrotnie mniejsza. Walczyliśmy w tej sprawie zarówno z MEN, i jak i tymi wszystkimi, którzy zarzucali nam uszczęśliwianie na siłę. Ale byliśmy zdeterminowani: Po pierwsze angielski! English First!

Jak wygląda Polska po sześciu miesiącach? W roku szkolnym 2008/2009 nauczaniem angielskiego objętych jest aż 92 proc. pierwszaków, w niektórych województwach aż 99 proc., zaś minister Katarzyna Hall ogłosiła niedawno, że zgadza się z naszą oceną i że angielski dla wszystkich to nie mit.

Ale równocześnie prowadzimy też inną, o wiele trudniejszą walkę. Przekonujemy, że telewizje mogą odegrać ważną rolę w awansie cywilizacyjnym Polski. Wystarczy, że zrezygnują z zagłuszania filmów przez lektora i wprowadzą w jego miejsce napisy. Jak w Szwecji, jak w Holandii, Finlandii i kilkunastu krajach Unii, zazwyczaj tych najbogatszych i - co w tej sytuacji nie dziwi - najbardziej anglojęzycznych.

Jak tu wygląda sprawa po sześciu miesiącach? Nie odnieśliśmy zwycięstwa z marszu, ale wszyscy Państwo widzą: filmy z napisami, które od czasu do czasu pojawiają się w telewizjach, "Londyńczycy", coraz częstsza opcja wyboru, przy której można wyłączyć lektora - telewizje zaczęły wreszcie eksperymentować z likwidacją "sowieckiego dubbingu".

Akcja "English First!" miała zmieniać Polskę. I zmienia. Ku Polsce cywilizowanej, europejskiej, odnajdującej się w globalnej gospodarce. Polsce anglojęzycznej.