Lubię Zbyszka Hołdysa, ale pisząc "zdemoralizowane ch…" o muzykach, którym zapłacono za występ podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, chyba jednak przegiął. Publicznie wydał bardzo ostry wyrok na artystów, którzy mogli przyjąć honorarium w różnych wielkościach i z różnych przyczyn. Mogą też - tego nie wiemy - przekazać otrzymane pieniądze na jakąś formę pomocy charytatywnej. Ja tak kilkakrotnie robiłem.

Z graniem charytatywnym sprawa jest skomplikowana. Sam od początku grałem dla WOŚP, ale od kilku lat tego nie robię. Mam wrażenie, że powstał jakiś niepisany przymus grania dla Jurka Owsiaka, i to grania za darmo. To trochę tak, jakby lider U2 Bono, znany z inicjatyw charytatywnych, jeździł na koncerty własnym samochodem i jeszcze musiał pod kasą kupować sobie kanapki. Zasady powinny obowiązywać inne: artyści mają podpisane umowy na występ, są im co najmniej zwrócone koszty, natomiast dochód z imprezy idzie na konto Orkiestry. Tymczasem powstało oczekiwanie, że każdy będzie grał na swój koszt, najlepiej bez żadnej umowy. Więc ja stawiam pytanie: czy kamerzyści TVP też pracują przy Orkiestrze za darmo? A oświetleniowcy? A straż pożarna? Itp.

Orkiestra w ostatnich latach stała się prawdziwym przedsiębiorstwem obracającym ogromnymi pieniędzmi. Podczas ostatniego finału co chwila pojawiał się wielki banner wafli Grześków, a o firmach, które zdecydowały się wylicytować złote serduszka, mówiono co najmniej przez dziesięć minut. Rodzi się więc pytanie, ile by kosztowała dziesięciominutowa reklama w TVP2 wykupiona na zasadach komercyjnych?

Krótko mówiąc, to nie jest tak, że kto bierze pieniądze - jest zły, a kto gra na własny koszt - jest dobry. W tak ogromnym przedsięwzięciu nie może być dowolności kształtowania umów. Uważam, że publiczne rzucanie obelg generalnie na muzyków, którzy dostali jakieś pieniądze, to gra nie fair.