Cztery dni po tym, jak prominentny polityk rządzącej partii zarzucił posłance opozycji prostytuowanie, dwa dni po tym, jak zaczął roztrząsać orientację seksualną lidera opozycji, dzień po tym, jak publicznie zarzucił mu przestępstwa seksualne, nadal trwa cisza. Ważni ludzie w Platformie Obywatelskiej zapadli się pod ziemię, a wysyłani na front medialny działacze jadą linią komunikatu „nic się nie stało”. A przecież stało się. Przekroczono ważną granicę. I zrobił to nie jakiś marginalny wariat, ale reprezentant największej siły politycznej w Polsce.

Panie premierze! Piszę do pana, bo tylko pan może zatrzymać to szaleństwo ponownego zalewania gnojowicą polskiej polityki. Bo jako dziennikarze jesteśmy bezradni - Janusz Palikot jest zbyt ważnym posłem pana partii, byśmy mogli go ignorować. Za ważną powierzył mu pan w Sejmie funkcję, by go nie zauważać. Bo pojawia się zbyt wiele podejrzeń, że władze PO te działania akceptują.

Powiem szczerze - dla mnie Janusz Palikot to nowe wydanie Andrzeja Leppera, może z jedwabnym szalem i magisterium z filozofii, ale w swej istocie podobne. Chamstwo odbierające mowę. Siła zarzutu zmuszająca do cytowania. Emocje skupiające uwagę bez względu na wolę. Czuję tę samą bezradność co wtedy, to samo rozgoryczenie, że takich ludzi wybraliśmy. Podobne pytania: zapraszać czy bojkotować? Brać udział w wyścigu po newsa czy odwracać głowę? Może teraz bezradność jest nawet większa, bo nie ma już całej tej - po części prawdziwej - argumentacji o ludziach wykluczonych, pozbawionych owoców reform, o frustracji tak dużej, że odbierającej rozum. Bo czymże ma być sfrustrowany Palikot?

Tylko pana osobista decyzja może Palikota powstrzymać. Bo pan może przywrócić nam ten ciut bardziej poważny ton rozmowy o Polsce, jaki pojawił się po klęsce Samoobrony. Wierzę, że jest w panu jeszcze ten polityk, który opowiadał mi kiedyś o chwili, gdy lepperowcy wchodzili do Sejmu. I który wspominał, że widząc odruchowo klaszczące na widok Leppera niektóre pracownice Kancelarii Sejmu, po raz pierwszy poczuł się w tym Sejmie i w tej Polsce obco.

Poczuł, że stało się coś naprawdę złego. Tak samo obco wielu przyzwoitych ludzi czuje się w Polsce, której ton nadają kolejne ekscesy Palikota.

To poczucie idące w poprzek podziałów politycznych i społecznych. Nie tylko estetyczno-moralne, nie tylko będące zwykłą ludzką niezgodą na obrażanie kobiet i grzebanie w orientacjach seksualnych. To także kwestia odpowiedzi na pytanie, po co Polacy dali w 2005 roku panu tak wielką władzę. Jedni, bo uwierzyli w liberalizm, inni w normalność, większość w modernizację kraju. Ale nikt, naprawdę nikt nie chciał, by zza szyldu Platformy wylazł nowy prowokator i zmusił nas do debaty o tych wszystkich brudach. Pan chyba, panie premierze, też?