Elity oburzają się najnowszymi ekscesami Janusza Palikota i oczekują, że premier wyrzuci go z szeregów PO, choć wydaje się to zupełnie nieprawdopodobne. Lepiej więc zapytać, dlaczego Donald Tusk wciąż trzyma u swego boku takiego posła.

1. Czy dlatego, że ma dobre serce i dobrą pamięć - nie zapomniał, że przed czterema laty to Palikot - wydawca wyciągnął do Tuska pomocną dłoń i zasponsorował mu wydanie książki "Duma i solidarność" (nakład 11 tysięcy, szybko wyczerpany), która pozwoliła w ładnym stylu rozpocząć ówczesną kampanię wyborczą, a na dodatek nie musiała być wpisana do budżetu wyborczego PO?

2. Czy dlatego, że Tusk doskonale orientuje się w nastrojach wśród wyborców PO i dobrze wie, że nie podatek liniowy, nie emerytury pomostowe czy jednomandatowe okręgi wyborcze, a nienawiść do PiS wciąż najsilniej cementuje zwolenników jego partii? A Palikot mówi po prostu to, co wszyscy w PO po cichu myślą?

3. Czy dlatego, że wyborcy PO, którzy tłumnie przybywają na spotkania z Palikotem, nie zdołaliby pojąć, jak ukochanego posła można było z ich ukochanej partii wyrzucić?

4. Czy dlatego, że ambitny i nieprzewidywalny Palikot, wyrzucony z PO, stałby się dla tej partii niebezpieczny - sponsorował przecież wiele kolacji dla Tuska i jego dworu i był świadkiem wielu rozmów o partyjnych dylematach i prywatnych kłopotach liderów? Czy można być pewnym, że coś powstrzymałoby Palikota przed publicznym stawianiem pytań o szczegóły z intymnego życia Donalda Tuska i jego współpracowników?

5. Czy po prostu dlatego, że zaniżanie poziomu debaty publicznej nie ma dla premiera większego znaczenia, a wynik kolejnych kampanii wyborczych jest dla jego politycznej przyszłości absolutnie kluczowy?