Tusk przeprosił za Palikota Gęsicką i zdystansował się do jego ostatnich ataków na Kaczyńskiego. Moim zdaniem dobrze zrobił. Ludzie Platformy, a także niektórzy dziennikarze toczą dzisiaj z byłą minister pojedynek bardziej merytoryczny, gdzie jej 0,3 procent okazuje się 0,38 procenta, siedem miliardów ośmioma itp. Taki pojedynek jest bez porównania mniej efektowny niż okrzyk, że się Gęsicka sprostytuowała, ale przynajmniej należy do obszaru polityki, a nie sztuki cyrkowej.

Palikot, jeszcze zanim skrytykowała go partia, sam skrytykował partię na swoim blogu, zarzucając jej hipokryzję, ogłaszając się jedynym "szczerym” człowiekiem, który odważa się mówić głośno to, co inni szepcą. Wygląda na to, że w polskiej polityce zalągł się jeszcze jeden rousseau'nista, zwolennik naturalnej szczerości i naturalnych zachowań. Najbardziej radykalni reprezentanci tego nurtu chodzili nago - bo ubranie to hipokryzja. I się nie myli, bo przecież zwierzęta też się nie myją i nie oblewają perfumami, a przecież to one są bliższe natury niż człowiek w surducie. Palikot ubiera się nienagannie, pije dobre wina, a matką chrzestną jego dziecka jest Rita Gombrowicz, co sam ogłasza na swoim blogu. I to wszystko dobrze, bo kultura w tym kraju - jeszcze do niedawna wbitym na sztywny pal Azji - to rzecz potrzebna, wręcz dla nas zbawienna. A już szczególnie kultura u polityków i ludzi majętnych.

Dlaczego jednak Palikot, który we wszystkich innych obszarach życia zna wartość konwencji, hipokryzji, choćby udawania grzeczności nawet w sytuacjach, kiedy miałoby się ochotę walnąć kogoś w nos, akurat w polityce - w swoim najważniejszym zawodzie czy wręcz powołaniu - postanowił być tak naturalny, jak naturalne bywają zwierzęta. Zarzucając innym politykom Platformy, że ukrywają to "co naprawdę myślą” i to kim naprawdę są.

Po krytyce z ust Tuska, po nałożonej partyjnej karze, Palikot będzie jednak musiał wybrać. Albo wróci do świata ludzi cywilizowanych, albo wykorzysta "hipokryzję” Platformy jako pretekst do rozpoczęcia własnej napoleońskiej kariery w polskiej polityce. Osłabiając w ten sposób PO, a samemu trafiając do gabinetu politycznych figur woskowych, pomiędzy Tymińskiego, Leppera czy Janusza Korwina-Mikke. Zarówno Platformie jak i Palikotowi takiego rozwoju sytuacji nie życzę. Ale obawiam się, że Palikot znowu dobrych rad nie posłucha, bo widzę w nim człowieka ambicji wielkich, nad którymi nijak nie panuje.

I daliśmy się wkręcić sądząc, że on walczy z PiS-em. On nie walczy z PiS-em: on walczy z Tuskiem o władzę w Platformie. Jeśli trzymać się ulubionej stylistyki internetowych sond, to jedyne pytania, jakie zainteresowałyby Palikota brzmiałyby: czy w Platformie jestem lepszy i ważniejszy od Tuska, a jeśli nie od Tuska, to przynajmniej od Schetyny, Komorowskiego, Chlebowskiego, Sikorskiego, Gowina...? I boję się, że jeśli lustereczko nie powie, że Palikot jest w Platformie najpiękniejszy albo przynajmniej że znajduje się w pierwszej trójce, to Palikot się obrazi i pójdzie w takie miejsce, gdzie wszystkie lustereczka będą mu opowiadały wyłącznie o jego geniuszu. Ale czy naprawdę jest mu to potrzebne? Czy potrzebne mu jest bycie lepszym od Joanny Senyszyn? Przecież dzisiaj jest w partii, która rządzi Polską. I mógłby w tej partii wykonywać ważniejszą i lepszą robotę.