- Dopóki ekipa Kurtyki rządzi w IPN, dopóty teczki będą wykorzystywane do zwalczania osób i środowisk wystawionych na cel przez PiS - pisze w „Gazecie Wyborczej” jej dziennikarz o nazwisku Czuchnowski. I dalej w dość krótkim tekście o okropieństwach lustracji i podłościach IPN wymieniany jest jakiś (jakaś?) Kurtyka. Diaboliczny stwór bez imienia - Kurtyki, Kurtyce i tak dalej, ale zawsze bez imienia. Sądząc z kontekstu i opierając się na wikipedii można sądzić, że Czuchnowskiemu chodzi o Kurtykę o imieniu Janusz. Jest rzeczywiście taki człowiek (ponoć strasznie niedobry) i to on kieruje Instytutem Pamięci Narodowej.

Nomina sunt odiosa - to wiadomo od dawna, ale żeby aż tak? Bo dziennikarz Czuchnowski, pardon Wojciech Czuchnowski, obdarzył łaską posiadania własnego imienia pozostałych bohaterów swego komentarza. Ma je prof. Filar (Marian) i prezydent Wałęsa (Lech). Czuchnowski, pardon Wojciech Czuchnowski, postuluje w swoim tekście zabranie Kurtyce prezesury IPN. Na razie tego jednak nie może zabrać, więc nieco zastępczo biedny (biedna?) Kurtyka stracił własne imię.

To pewnie nieważny szczegół, taka fotografia dzisiejszych obyczajów. Ale tezy Wojciecha Czuchnowskiego warto by było doprecyzować. Jak np. tę o PiS-owskiej intrydze, czyli rzekomym wykańczaniu przeciwników za pomocą teczek. Pewnie dojdzie tu do zgorszenia maluczkich, ale jesienią 2005 Janusz Kurtyka był kandydatem na szefa IPN popieranym przez Platformę, a nawet samego Donalda Tuska. PiS popierał innego kandydata. A był nim Bogdan Borusewicz. Sam Wojciech Czuchnowski pisał teksty zatytułowane „Kaczyński nie chce Kurtyki jako szefa IPN” (GW, 13 X 2005). Choć dziś pisze mimochodem, że niektórzy politycy Platformy nadal popierają Kurtykę. Ten rzucony w jednym miejscu odcień szarości zupełnie jednak nie zaburza czarno-białego obrazu - koszmarni lustratorzy z PiS kontra reszta świata.

- Pociechą może być jedynie to, że Polacy mają już lustracji serdecznie dość - pisze też red. Czuchnowski. Otóż nie, i wie Pan to doskonale. Bo pewnie w sondażach ludzie mówią, że ich to nie interesuje. Ale co mają mówić, skoro wiedzą, że tak wypada oficjalnie deklarować? A potem po cichu siadają do komputerów i zajadle dyskutują na internetowych forach pod każdym artykułem o lustracji lub zdemaskowaniu kolejnego kapusia. Sam Pan wie, że te artykuły spotykają się z najgorętszym odzewem. Zresztą - gdyby lustracja była już nieważna to gazeta, której nie jest wszystko jedno nie poświęcałaby tyle energii na jej zwalczanie. A sztandarowych tekstów na ten temat nie pisał by tak wybitny dziennikarz tej redakcji, jakim jest Czuchnowski, pardon Wojciech Czuchnowski. Bo to naprawdę kręci, przyzna Pan?