Janusz Palikot, specjalizujący się w obalaniu tabu w polskiej polityce, sam trafił teraz na pierwsze strony gazet. Dziennik "Polska" omawia krążące po Lublinie plotki o biseksualnych skłonnościach popularnego posła PO, który w szczególny sposób miał promować karierę swego asystenta. "Super Express" zaś zamieścił fotoreportaż ze spotkania Palikota z tajemniczym brunetem w jednym z warszawskich hoteli ("Były czułe spojrzenia, ciche szepty i męskie ciepłe gesty").

W związku z tym można się zastanowić:

1. Czy to nie wyjaśnia ostatnich pytań Palikota o prywatne życie lidera PiS - może ciekaw był z kim sypia Jarosław Kaczyński, bo liczył, że w opozycyjnej partii znajdzie zrozumienie i bratnią duszę?

2. Czy Palikota uradowały prasowe rozważania o jego biseksualizmie – w końcu nie musiał niczego wymyślać, planować i realizować, bo prasa i tak o nim napisała i to na pierwszej stronie? Może zdjęcia z tajemniczym brunetem podniosą popularność i zwiększą rozpoznawalność, o czym Palikot marzy?

3. Czy odwrotnie – poseł PO wystraszył się tego niespodziewanego zainteresowania i boi się teraz, że zacofane i homofobiczne społeczeństwo nie zrozumie skrywanych dotąd skłonności, a ciężko zapracowane wyniki w sondażach zaczną spadać na łeb, na szyję?

4. Po jakie marketingowe sztuczki sięgnął Palikot dziś rano, próbując poprawić humor żonie, która niedługo ma mu urodzić drugie dziecko?

5. Czy już zrozumiał, że sam wpadł i to po uszy w sidła, które chciał na innych zastawić?