Trudno komentować coś, czego nigdy nikt nie widział. Dopiero za kilka dni będziemy mieli pewność, gdzie dokładnie ministrowie gabinetu Donalda Tuska szukają oszczędności. Na pewno tryb tej korekty budżetu budzi wątpliwości i pokazuje, że wydarzyła się jakaś katastrofa. Ale, czy tak jest nie mamy pewności.

Każda normalna firma ma swój budżet, który jest dostosowany do jej planów działań strategicznych. Kiedy dzieje się coś niedobrego, wówczas stosuje się właśnie taki szybki tryb oszczędnościowy, wyszukując miejsc w których można obciąć zbędne wydatki. Jest to możliwe tylko tam, gdzie mamy przekonanie, że akurat zbyt wiele wydajemy. Gdy jednak widzę jak premier w wielkim pośpiechu, w ciągu zaledwie kilku dni szuka tych oszczędności, to jawi mi się przed oczami firma, w której stosuje się taki właśnie tryb, gdy panuje w niej powszechny nastrój bankructwa.

Dlatego mam pytanie, co się takiego w ostatnich dniach stało, że premier wzywa kolejnych ministrów do cięcia kosztów? By cięli akurat tam, gdzie uważają za stosowne. Wygląda więc na to, że koszta te były całkowicie zbędne. Albo po prostu jest to tylko zagrywka marketingowa nie mająca wiele wspólnego z realnymi oszczędnościami.