Znakomicie zrobiony spot, eleganckie garnitury prezesa, wreszcie miękkie pojednawcze przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na otwarcie kongresu z przeprosinami dla inteligencji. I natychmiast mnóstwo zastrzeżeń. Jan Rokita napisał, że PiS musi zmienić coś więcej niż krawca szyjącego liderowi stroje. I że potrzeba nam nie opozycji z lepszym PR, a opozycji na ciężkie czasy.

Stanisław Janecki, naczelny "Wprostu" żartował sobie z kolei, ze PiS spóźniło się ze swoją przemianą. Bo jak wynika z amerykańskich badań podczas kryzysów ludzie czekają na coś innego niż wyreżyserowany wizerunek. Więc spoty kreujące panie Gęsicką, Kluzik - Rostkowską i Natalli-Świat na menadżerki mające uratować kraj, oraz nowa twarz opalonego eleganckiego Kaczyńskiego miałyby pójść na marne. Ironia losu.

Zgadzam się z Rokitą, że dziś nowe garnitury nie wystarczą. Sam widzę wręcz groteskowe aspekty tego widowiska. Delegaci na kongres PiS w Nowej Hucie przyjmą program, którego w zasadzie nie znają - dostali go w sobotę. Tak naprawdę to show, w znacznej mierze jednego człowieka.

Z drugiej strony jednak od PiS oczekiwano nowego wizerunku. Ten dotychczasowy, wojowniczy i siermiężny, wskazywany był jako jedna z głównych słabości tego ugrupowania. PiS próbuje wyciągnąć z tego wnioski. I znów obrywa.

Oczywiście nie można zmienić się z dnia na dzień, a polityką nie jest, a w każdym razie nie powinna być sztuka kolejnych przebieranek. Ale z oceną zaczekajmy choćby do czasu, aż zapoznamy się z kilkusetstronnicowym tekstem programu przygotowanym przez Kaczyńskiego. Nie wiem, czy spot okaże się przekonujący dla Polaków wystraszonych kryzysem. Wiem jednak, że pokazywane w nim panie to kapitał PiS - dobrze przygotowane, kompetentne. Lepiej, że PiS chwali się nimi niż posłem Kurskim czy Macierewiczem. A zmiana tonu Kaczyńskiego to być może zapowiedź nowej, spokojniejszej i bardziej opartej na merytorycznych kryteriach polityki. Jeśli prezes czegoś nie popsuje - choćby nieprzemyślanymi wypowiedziami. Do tej pory miał to w zwyczaju.