Z pewnością nie zostanie zdymisjonowany przez premiera. Przynajmniej nie teraz. Przeciwnie - na zewnątrz będzie wyglądało to tak, że rządowi i partyjni koledzy będą go bronić. Tym mocniej im zażarciej będzie atakowany przez opozycję. Jest bardzo możliwe, że Sikorski nie mógł wiele zrobić dla uratowania więzionego Polaka. Jak zauważył w swoim komentarzu Andrzej Talaga minister nie miał odpowiednich narzędzi. Bo Pakistan jest krajem pogrążonym w chaosie, a Polska nie ma liczących się wpływów w tamtym regionie.

Są jednak dwie okoliczności, które mogą być wykorzystane przeciw Sikorskiemu. Pierwsza to likwidacja w ramach oszczędności polskiego konsulatu w Karaczi (tak przy okazji - wydawano nań mniej niż 600 tys. złotych rocznie). Ten fakt najprawdopodobniej nie ma żadnego związku ze sprawą porwania, ale cóż komu szkodzi twierdzić, że gdyby w Karaczi był polski konsul to łatwiej byłoby negocjować z porywaczami. Zarzut wcale nie musi być prawdziwy. Wystarczy, że dobrze brzmi, by był skuteczny.

Druga sprawa jest poważniejsza. To zarzuty rodziny, która kilka dni temu zaczęła publicznie skarżyć się, że MSZ ją lekceważy. W odpowiedzi władze zaczęły przekonywać opinię publiczną, że dużo robią i ogłosiły kilka posunięć, m. in. wysłanie Zenona Kuchciaka do Pakistanu. Wyglądało to tak jakby dostały przyspieszenia tuż przed terminem ultimatum terrorystów.

Zwłaszcza zarzuty rodziny mogą być bolesne dla całego rządu. Ich nie da się tak łatwo odeprzeć jak tych ze strony opozycji. Wtedy zaobserwujemy zjawisko, które da się przyrównać do lokalizacji pożaru - nikt nie będzie chciał dzielić się z Sikorskim odpowiedzialnością. Wiadomo, że Donald Tusk w trudnych przypadkach mówił swoim podwładnym: ty nabałaganiłeś, więc ty sprzątaj. Jest też prawdopodobne - co zdarzało się już w przeszłości - że do mediów trafią przecieki na temat prawdziwych i rzekomych zaniedbań Sikorskiego w tej sprawie. Tak się zdarzało, gdy sondaże były zbyt dobre dla niego, lub, gdy zbytnio rosła jego pozycja.

Wreszcie w razie jakichś wewnętrznych porachunków nie zadziała mechanizm, który dziś onieśmiela polityków opozycji. Oni na razie są wstrzemięźliwi w atakowaniu. Tak, to nie pomyłka! Wiadomo, że chcieliby mocniej, ale boją się przyklejenia etykietki sępów żerujących na tragedii. Jeśli zaś dojdzie do rozgrywek wewnątrz rządu lub PO to z racji ich zakulisowego charakteru opinia publiczna nie dowie się jakimi metodami posługiwały się zwalczające strony. I wtedy Sikorski może usłyszeć, że on osobiście odpowiada za śmierć polskiego zakładnika. Jeśli jest winny, to uderzenie będzie bolesne. Jeśli jest niewinny to będzie musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem.

Wszystko dlatego, że w polskiej polityce panuje powszechne przekonanie, że Sikorski ma przeogromne ambicje. Jest traktowany jako groźny rywal. Tak więc nadarza się okazja, by bardzo mocno przyciąć mu skrzydła. Niestety, wielka ludzka tragedia będzie tu tylko pretekstem, powodem lub tłem. Niczym więcej.