Polska jest wkładana do tego samego worka co Ukraina czy Węgry i jest to oczywiście niesprawiedliwe. Znalazła się w tej trudnej sytuacji, ponieważ obowiązującą walutą wciąż jest ukochany przez PiS złoty, niedawno tak bardzo broniony przez liderów tej partii. Tymczasem znaleźliśmy się w podobnej sytuacji, w jakiej znalazły się inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które pozostały przy swoich walutach narodowych. Jedynymi szczęśliwcami w tej sytuacji okazują się być Słowenia i Słowacja.

>>> Do czego można się posunąć w obronie złotówki – pisze Marcin Piasecki

My niestety swoją szansę straciliśmy, a dzisiaj wobec ogromnych spadków wartości złotego mamy fatalną sytuację na rynku finansowym, uciekają stąd inwestorzy. Tam gdzie jest euro, sytuacja jest stabilniejsza.

Jedyną szansą na poprawienie naszego wizerunku za granicą jest organizacja Euro 2012; zachęcanie zagranicznych inwestorów do poważnego angażowania się w Polsce i inwestowania; tworzenie im ku temu warunków. Tym bardziej że coraz więcej głosów potwierdza informacje, iż będziemy przejmowali część ciężarów organizacyjnych, które spoczywały dotychczas na Ukrainie. Jej fatalna sytuacja gospodarcza powoli wyklucza ją z organizacji mistrzostw, przynajmniej w takim stopniu, w jakim była dotychczas zaangażowana.

>>> Czuwając przy zwłokach złotówki – komentarz Cezarego Michalskiego

Moim zdaniem premier popełnił błąd, publicznie deklarując, po przekroczeniu jakiej granicy wartości euro rząd będzie interweniował na rynku walutowym. Dobrze jednak, że rząd nareszcie się obudził i postanowił interweniować. Skandalem jest natomiast to, że nie ma wspólnego głosu w sprawie przeciwdziałania kryzysowi. Na szczęście deklarację premiera Tuska wsparł prezydent Kaczyński, za to interwencji sprzeciwia się szef NBP Sławomir Skrzypek. A to właśnie on powinien jeździć do Europejskiego Banku Centralnego i lobbować na rzecz Polski, bo być może środki posiadane przez NBP okażą się zbyt małe. Skoro pan prezydent krytykuje rząd za jego posunięcia, mógłby wreszcie wezwać też na dywanik prezesa NBP. Może i premier Pawlak przestałby mówić o unieważnieniu opcji walutowych, bo po pierwsze prawo nie działa wstecz, a po drugie byłoby to niezgodne z konstytucją.

Chciałabym, żeby wreszcie wszyscy ci panowie się spotkali i ustalili wspólne stanowisko, bo - do cholery jasnej - sytuacja staje się nie do wytrzymania!