Posiadacze kredytów mieszkaniowych protestują, bo zarządy niektórych banków dowolnie ustalają oprocentowanie ich kredytów (gdy stopy procentowe szły w górę, banki skwapliwie podwyższały oprocentowanie, ale kiedy Narodowy Bank Szwajcarii ostro ściął stopy i oczekiwano, że zgodnie z dobrą zasadą kupiecką, oprocentowanie kredytów spadnie, banki o obniżce nie chcą nawet myśleć).

Ofiary opcji walutowych skarżą się, że "osobiści doradcy bankowi", którzy opiekowali się nimi przez lata jako "najlepszymi klientami" – wykorzystując zaufanie i wprowadzając w błąd – namawiali do podpisywania niekorzystnych umów (najpierw przekonywali, że prognozy walutowe są wyjątkowo korzystne, by umowy podpisywać, a potem, gdy złotówka zaczęła tracić, odwodzili od zamiarów wczesnego wycofania się z niekorzystnych zobowiązań, co powodowało wzrost zadłużenia klientów).

Na skraj bankructwa (co opisuje ostatni "Duży Format") trafili też drobni i średni przedsiębiorcy, namówieni przez bankowców na CIRS-y, które pozwalały wirtualnie zamieniać zobowiązania z jednej waluty na drugą. A nie mieli pojęcia, że do takich transakcji nie doszłoby, gdyby Polska przyjęła dyrektywę zakazującą bankom sprzedaży produktów finansowych, które wymagają specjalistycznej wiedzy ekonomicznej. Bo CIRS-y, ocierające się o spekulację, takiej wiedzy właśnie wymagają.

A więc wrze w prasie i w internecie z powodu rozgoryczenia klientów, którym pustoszeją portfele i konta w wyniku zaufania, jakim obdarzyły w ostatnich latach instytucje bankowe.

I to wszystko rodzi przynajmniej kilka pytań:

1. Czy banki są instytucjami zaufania publicznego, a jeśli tak, to co z tego wynika dla kilkudziesięciu tysięcy klientów, którzy przeklinają dziś, że obdarzyli owe instytucje zaufaniem?

2. Czy za paskarską działalność banków odpowiedzialności nie ponosi w jakiejś mierze państwo? Bo skoro bierze na siebie wydawanie licencji bankowych, skoro ustawowo reguluje poziom gwarancji dla depozytów bankowych, to czy nie daje tym samym gwarancji, że banki to instytucje sprawdzone i wiarygodne, które w niczym nie przypominają "Bezpiecznej Kasy Oszczędności" Lecha Grobelnego?

3. Jeśli tak, to gdzie przez ostatnie lata podziewały się instytucje, które z ramienia państwa powinny dbać o zachowanie równowagi między bankami i ich klientami, tak jak dbają o najprostsze prawa konsumenta, który kupuje od sprzedawcy trefny towar? Jaki jest bilans działalności Komisji Nadzoru Finansowego, która biadoli, że obcina jej się budżet, co zmusi ją do ograniczenia działalności? Za jakie osiągnięcia komisji podatnicy płacili do tej pory?

4. Jak banki, stosując dziś lichwiarską politykę wobec klientów, wyobrażają sobie prowadzenie dalszej działalności w najbliższych latach? Jakimi sposobami będą próbowały pozyskać klientów, którzy jeszcze dekadę temu woleli trzymać oszczędności w bieliźniarce, a dziś przeklinają swe kontakty z "osobistym doradcą bankowym", przez którego tracą setki, tysiące, miliony złotych? (Posiadacze niekorzystnych kredytów, którzy zorganizowali się już w internecie, planują już szeroką kampanię medialną pod hasłem: "ZŁO DZIEJE się w BRE BANK")

5. Czy to możliwe, że bankowcy wierzą, że ta wrzawa kiedyś w końcu przycichnie, bankrutów zastąpią nowi przedsiębiorcy z dużym kredytem zaufania i wystarczy kilka atrakcyjnych kampanii reklamowych pod hasłem "Uczciwy bank", "Zaufaj nam", "Pomnożymy swoje pieniądze"? I że ktoś znowu będzie bankom ufał?