Bogumił Łoziński: Ucieszyła księdza arcybiskupa inicjatywa liderów PO i PiS, aby w obliczu kryzysu ekonomicznego zaprzestać sporów i podjąć wspólne działania?
Abp Tadeusz Gocłowski: W czasie głosowań w ostatnich latach naród jasno powiedział, że PO i PiS powinny działać wspólnie. Być może teraz liderzy największych partii zaczynają w końcu wypełniać wolę Polaków.

Dlaczego dopiero kryzys zmusza PO i PiS do próby wspólnego działania?
Jest to kwestia mentalności ich liderów. Przecież kiedyś była próba stworzenia koalicji PO-PiS, ale Donald Tusk i Jarosław Kaczyński doszli do wniosku, że ich ocena rzeczywistości jest zbyt różna. Uznali, że nie da się razem pracować, i skupili na realizacji tylko własnych wizji. Być może teraz obie partie zrozumiały, że to był błąd, i chcą wyciągnąć z tego wnioski. To naturalne, że w obliczu kryzysu wraca koncepcja zespolenia działań dla dobra Polski.

Jednak czy po latach ostrych konfliktów, agresji werbalnej, wzajemnych afrontów jest możliwe wspólne działanie?
To są sprawy niemerytoryczne, które łatwiej przezwyciężyć. Po prostu trzeba zmienić język komunikacji, sposób odnoszenia się do siebie, styl. Co prawda niektórzy mają konflikt w naturze, ale po to Bóg dał nam rozum i wolę, abyśmy z pewnymi postawami mogli walczyć. Jednak różnice między obydwoma partiami są nie tylko powierzchowne, ale także merytoryczne. Oba ugrupowania mają wielomilionowe grono zwolenników, którzy na wiele spraw mają różne poglądy. Warto jednak zweryfikować programy, zastanowić się na przykład, czy walka z układami rzeczywiście powinna być obecnie główną inspiracją dla działania partii, czy też są sprawy ważniejsze.

A czy poza kryzysem są sprawy, które mogłyby zbliżyć PO i PiS?
Wolałbym nie mówić, że kryzys łączy PO i PiS. Chciałbym, aby obie największe partie w Polsce, które odwołują się do solidarnościowych korzeni, połączyło dobro wspólne Polski. Warto przypomnieć przemówienie Jana Pawła II w parlamencie w 1999 r., kiedy Papież aż zdziwił się, ile dobra udało się Polakom zrobić po odzyskaniu wolności. Właśnie z takiej perspektywy powinniśmy teraz patrzeć w przyszłość, odrzucając niepotrzebne podziały i skupiając się na sprawach, które nas łączą.

Ksiądz arcybiskup oczekuje od partii, że przestaną myśleć o polityce jako dążeniu do władzy i zniszczenia przeciwnika, a zaczną - jako trosce o dobro wspólne. To chyba za wysokie wymagania jak na naszych polityków?
Rozumienie polityki jako dążenie do zniszczenia przeciwnika to fatalna praktyka. Na pierwszym miejscu musi być dobro wspólne, różnice dotyczą tego w jaki sposób to dobro osiągać. Sens istnienia partii politycznych polega na wskazywaniu różnych sposobów realizacji dobra wspólnego, ale politycy nie mogą ze sposobów realizacji czynić celów samych w sobie. Przecież tu chodzi o wierność fundamentalnym wartościom, jak: naród, patriotyzm, wspólna historia, tożsamość wynikająca z chrześcijańskich korzeni. Te wartości są u podstaw PO i PiS i tego tym partiom nie wolno zapominać.

Abp Tadeusz Gocłowski jest emerytowanym metropolitą gdańskim, przez wiele lat był współprzewodniczącym Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.