Nie rozumiem, po co obu stronom - PiS i PO - nowa wojna, tym razem o kandydaturę Antoniego Macierewicza do komisji śledczej powołanej do zbadania okoliczności śmierci Krzysztofa Olewnika.

Zastanawiające, że PiS, które nie tak dawno ogłosiło pokój zamiast wojny, wystawia taką kandydaturę. Wiadomo przecież, że kto jak kto, ale Antoni Macierewicz działa na Platformę jak płachta na byka. I nie uznaję argumentów, że jest to jedyny kompetentny człowiek, który mógłby rozwikłać sprawę Olewnika. Nie ma ludzi niezastąpionych.

Wiadomo też, że Macierewicz jest człowiekiem - delikatnie mówiąc - trudnym. Tymczasem akurat ta sprawa jak żadna inna wymaga delikatności i spokoju, a nie kolejnego politycznego show. Jeżeli PiS-owi rzeczywiście zależy, żeby prace komisji toczyły się godnie, profesjonalnie i spokojnie, to Antoni Macierewicz nie jest dobrym kandydatem. Tu potrzeba wyjątkowego szacunku dla śmierci człowieka i dla cierpienia jego rodziny. Polityczne połajanki i kontrowersje nie mogą mieć tu wstępu.

Ale też dziwię się, że Platforma zareagowała tak nerwowo. Uważam, że z miejsca blokując Macierewicza, popełnia błąd. Bez względu na intencje opozycyjnego klubu nie można go zmuszać, aby podporządkował się silniejszym i wysyłał do komisji kogoś, kto odpowiada Platformie. Opozycja ma święte prawo wybrać tego, kogo chce. A jak to będzie komentowane, to już nie nasz problem.

Irytujące jest też posługiwanie się do zablokowania Macierewicza sprawą będącą czystym pretekstem: chodzi o brak certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Przecież w tzw. komisji do spraw nacisków większość członków nie miała takich uprawnień i nikt nie robił wokół tego problemów. Problemy pojawiają się dopiero, gdy jeden klub za wszelką cenę chce udowodnić drugiemu, że jest silniejszy.

Na całą tę rozgrywkę patrzę tym bardziej zgorszona, że w ogóle byłam - od początku - przeciwniczką powoływania tej komisji. Oczywiste dla mnie było, że wokół tak nagłośnionej tragedii każdy będzie chciał ugrać polityczny interes, i zamiast rzetelnego dochodzenia prawdy będziemy mieli wzajemne przepychanki i obrzucanie błotem. PiS przecież już nie pozostaje Platformie dłużny i zaczyna zgłaszać zastrzeżenia do kandydata na przewodniczącego komisji Marka Biernackiego. Jestem zdania, że do rozwikłania sprawy Krzysztofa Olewnika potrzeba tylko ciężkiej pracy śledczych i prokuratorów. Polityczne zainteresowanie może im jedynie przeszkodzić w dojściu do prawdy.

Skoro jednak komisja już została powołana, byłoby gorszące, gdyby stała się areną politycznych pyskówek, które - tym razem - rozpoczęła Platforma. Pojawiają się przecież całkiem rozsądne głosy, że trzeba było dopuścić Macierewicza do składu komisji i - jeśli jest takim szaleńcem, jakim chce go widzieć PO –-pozwolić mu się samemu skompromitować. Platforma nic by na tym nie straciła, a społeczeństwo zobaczyłoby, jakich polityków deleguje PiS.

A że wszystko działoby się ze szkodą dla sprawy – do tego chyba w polskiej polityce musimy się przyzwyczaić.