Wystąpienie ministra Rostowskiego było cienkie jak dwie żyletki - jak się kiedyś mówiło. Było butne, emocjonalne i mocno rozczarowujące.

Minister ku mojemu zaskoczeniu ograniczył się do komentowania czyichś wypowiedzi, a nie przedstawienia w imieniu rządu spójnej wizji wychodzenia z kryzysu. Nie znalazłem w nim niczego konkretnego. Na początku oczywiście podziękował opozycji za wspólne rozmowy, deklaracje współpracy, a przedstawione propozycje jako merytoryczne. Jednak potem nie podjął żadnego merytorycznego sporu z propozycjami opozycji. Więcej, nie znalazłem w nim żadnego fragmentu, nad którym potem moglibyśmy dyskutować. Nie odnalazłem w nim również żadnego akcentu samokrytycznego przedstawionego nawet w formie bardzo dyplomatycznej.

Wydaje mi się, że nasza ocena działań rządu wobec kryzysu była zbyt łagodna. Przecież nawet bardzo przychylne Platformie środowiska, komentatorzy i eksperci przyznają, że jej reakcja na to, co się dzieje w gospodarce i na rynkach finansowych, była spóźniona, że PO po protu trochę zaspała. Takie nieśmiałe głosy można usłyszeć również w samej Platformie.