Minister Rostowski dosyć słabo wpisuje się w politykę miłości lansowaną przez PO. Na szczęście w pewnym momencie się zreflektował i choć rozumiem, że czasami trudno ulegać emocjom, a temu problemowi towarzyszą wielkie emocje, to nie jest z nimi do twarzy ministrowi odpowiedzialnemu za kasę państwa. Poza tym niepotrzebnie przeprowadzał ataki personalne.

Nie jestem ekonomistą, więc nie podejmuję się oceny tego, co minister finansów mówił na temat przeciwdziałania kryzysowi. Jednak wiem, że odbiór społeczny tego wystąpienia nie będzie dobry i nie sądzę, by wzrosła liczba tych, którzy wierzą w rząd i w jego plan antykryzysowy.

Wystąpienie premiera Donalda Tuska odczytuję nie tyle jako apel rozjemcy i arbitra, który wszedł na sejmową mównicę, by uspokoić sytuację po porannej awanturze, ale raczej ratującego sytuację, który musi zatrzeć złe wrażenie, jakie pozostawił po sobie minister finansów. Było to jednak o tyle ważne wystąpienie, które rozwiało złudzenia, że nagle PiS i PO będą się naprawdę kochały i lubiły. Mówienie o powrocie do takiej koalicji jest po prostu bzdurą i czymś nierealnym.

Jest jednak obszar, w którym trzeba się wspólnie porozumieć, a jest nim gospodarka i finanse. Mogę tylko zaapelować do polityków PO i PiS: zapomnijcie o wielkiej koalicji, a zacznijcie się dogadywać w sprawach gospodarczych. Jeśli premier mówi, że możemy się spierać, możemy się kłócić, ale musimy działać razem, to w tym sensie wierzę, że jest to jego autentyczny apel do opozycji, jak również czytelny sygnał do opinii publicznej. Co więcej, nie jest to apel pozbawiony szans na powodzenie i być może warto na ten temat dyskutować.

Wszystkie partie polityczne zdają sobie świetnie sprawę z tego, że w obliczu takiego kryzysu społeczna wściekłość zmiecie ze sceny politycznej wszystkich bez wyjątku i wywoła wielkie spustoszenie w szeregach całej klasy politycznej. W sytuacji poważnych kłopotów gospodarczych ludzie nie będą skupiali swojego niezadowolenia tylko i wyłącznie na tych, którzy akurat są przy władzy, dlatego w tej sytuacji polityka pod hasłem „im gorzej tym lepiej” nie będzie miała zastosowania. Jestem w związku z tym przekonany, że jest szansa, by przynajmniej na komisjach sejmowych projekty rządowe nie były blokowane.

Chciałbym jednak przy tym, by politycy wytłumaczyli wreszcie, na czym ich propozycje mają polegać. Bo na razie wiemy tylko tyle, że nie możemy powiększać deficytu budżetowego, gdyż oznacza to rzeczywiste zadłużanie państwa u obywateli. Opozycja zaś mówi: zwiększyć ten deficyt. I poza tymi hasłami nikt wyraźnie i dokładnie nie wytłumaczył społeczeństwu na czym przeciwdziałanie kryzysowi ma polegać.