Z radiową „Trójką” zawsze był pewien kłopot, ale czego można się spodziewać po antenie, która tak silnie wiąże ze sobą słuchaczy? Dziś ludzie z lewa i prawa podpisują się pod listem protestacyjnym, ale czy Krzysztof Skowroński ocali głowę? Wątpliwe, bo wygląda na to, że decyzje już zapadły.

Sam Skowroński akurat szusuje na słowackich stokach i zamieszanie wokół swojej osoby śledzi z dystansem. "Ze zdumieniem się temu wszystkiemu przyglądam" - mówi. Lat 44, absolwent filozofii, do pierwszej ligi polskiego dziennikarstwa wszedł w latach 90., prowadząc rozmowy z politykami w Radiu Zet. Gdy w 2000 r. stacja zaczęła przypominać szafę grającą, tracąc wyjątkowy charakter, wraz z przyjaciółmi i współpracownikami (Andrzej Morozowski, Szymon Majewski) odszedł z hukiem na tle nieporozumienia z nowym szefem. Był to jeden z nielicznych przypadków w polskich mediach, dziś raczej nie do wyobrażenia, kiedy dziennikarze solidarnie rzucali pracę, bo zależało im na pewnych ideach.

Młodzi buntownicy mieli wielkie, choć naiwne plany - chcieli stworzyć ambitne radio, nie mając ani częstotliwości, ani pieniędzy. Założyli nawet spółkę, by w jej ramach wynajmować się innym mediom, ale pomysł w komercyjnych realiach nie miał żadnych szans. W rezultacie solidarna grupa rozpierzchła się do największych stacji. Skowroński na jakiś czas trafił do publicznej „Trójki”, ale gdy rozsiadła się tam koalicja SLD - PSL, musiał ustąpić ówczesnej gwiazdce telewizji Kwiatkowskiego Jolancie Pieńkowskiej. Potem pojawiał się głównie w stacjach telewizyjnych: Polsacie, TVP, Telewizji Puls, gdzie dał się poznać szerokiej publiczności.

Z POCAŁUNKIEM ŚMIERCI

Wielki radiowy comeback nadchodzi latem 2006 r. - Skowroński staje na czele III programu Polskiego Radia. Tu kluczowe (z punktu widzenia ostatnich wydarzeń) wydają sie okoliczności - Skowroński trafia do „Trójki”, gdy media publiczna bierze we władanie koalicja PiS - Samoobrona - LPR, a na czele Polskiego Radia staje Krzysztof Czabański, dziennikarz zaprzyjaźniony z braćmi Kaczyńskimi. To w pewnym sensie oznacza, przynajmniej dla części środowiska, pocałunek śmierci - Skowrońskiego opatrzono już etykietką dziennikarza pisowskiego.

Czabański osobiście nie zna jeszcze wtedy Skowrońskiego, to nazwisko podsuwa mu jeden ze znajomych. Zgadza się. "Postawiłem mu dwa cele: by zawrócił <Trójkę> z drogi komercji i by stworzył inteligentne radio dla inteligentnych ludzi" - mówi Czabański.
Zapewnia równocześnie nowemu dyrektorowi warunki, które to umożliwiają - odpowiedni budżet i wolną rękę. A Skowroński rozpoczyna w „Trójce” wielką rewolucję. Chce przywrócić legendarne radio, w którego powrót nikt już nie wierzył. Likwiduje playlistę, zmorę słuchaczy wszystkich komercyjnych rozgłośni radiowych, która emituje muzyczne utwory według komputerowego klucza, a nie rodzaju audycji czy temperamentu prowadzącego. Przywraca słuchowiska w niedzielnej „Scenie teatralnej Trójki”, codzienny reportaż radiowy przesuwa z nocnej pory na 18.15. Legendarne programy Piotra Kaczkowskiego czy Jana Krzysztofa Wróblewskiego z okolic północy przenosi na wcześniejsze godziny. Wraca kabaret i to w dawnej porze „Powtórki z rozrywki”. Pojawia się cała masa programów autorskich, powoli wracają do „Trójki” prawdziwe legendy, np. Wojciech Mann, który w piątkowe ranki zaczyna prowadzić własną audycję. Z jednej z komercyjnych rozgłośni przenosi się Wojciech Waglewskiego z Fiszem, by w „Maglu Wagli” prezentować muzykę, której słuchają na co dzień. Równocześnie pojawia się masa specjalnych akcji, np. „Trójka przekracza granicę”, w ramach której reporterzy lub współpracownicy nadają relacje z wyjątkowych miejsc na całej kuli ziemskiej.

SALON Z OTWARTYMI USTAMI


I to było to, na co wszyscy czekali.
Magda Umer: Myślałam, że to radio wykończono raz na zawsze, a Skowroński zrobił niebywałą rzecz. Odrodził dawną „Trójkę” z inteligentnymi rozmowami, refleksem, dowcipem. Jak coś takiego może komuś przeszkadzać?
Wojciech Waglewski: Gdyby każdy program robiony za publiczne pieniądze tak wyglądał, to byłoby naprawdę świetnie. Powstał nawet pewien rodzaj snobizmu na słuchanie tej stacji. „Trójka” znowu weszła na bardzo wysoki poziom, co można poznać choćby po e-mailach od słuchaczy.
Agata Passent: Wychowałam się na trójkowych audycjach. Tu żaden komputer nie robi mi z mózgu papki i każdy utwór traktuję jako niespodziankę. Skowroński stworzył nowoczesne, mobilne radio, które zaczęło zaglądać do miejsc i bardzo modnych, i zupełnie zapomnianych. I, co mi bardzo odpowiadało, stało trochę z boku, nie żyło wyłącznie polityką.

To jednak nie do końca prawda - w mediach, zwłaszcza publicznych, nie da się stać trochę z boku. Tu każda decyzja odbierana jest politycznie. Skowroński, z łatką pisowskiego nominanta, dostawał więc z prawa i lewa.
Gdy pojechał do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, by nagrać z nim wywiad (w czasach kiedy Kaczyński unikał mediów i nie przyjmował zaproszeń do studia), dla jednej z gazet był to dowód totalnego lokajstwa. Gdy weszła w życie nowela lustracyjna i Skowroński surowo egzekwował od dziennikarzy i współpracowników oświadczenia na temat ewentualnej współpracy z SB, wypominano mu, z czyjego nadania trafił do „Trójki”.
Równocześnie zbierał krytykę prezesa, dla którego „Trójka” stawała się miejscem nieco zbyt salonowym, zamkniętym. Czabański narzekał np., gdy podczas radiowej dyskusji o Ryszardzie Kapuścińskim milczeniem zbyto wątek jego współpracy z SB. "Nie chodziło mi o to, by organizować lustracyjne wieczornice. Wystarczyłaby dyskusja na temat tego wątku. Być może padłoby wtedy pytanie, czy Kapuściński nie mógł napisać dzieła swego życia pod tytułem: Jak mogłem współpracować z policją totalitarnego państwa?" - wyjaśnia Czabański.
Co ciekawe, Skowrońskiemu udawało się pogodzić wodę z ogniem. Agata Passent, jedna z takich salonowych postaci, sama przypomina dziś o powieści Bronisława Wildsteina, którą czytano na trójkowej antenie w odcinkach i dodaje: "Nie jestem wielbicielką tej prozy, ale to przecież radio publiczne, dla wszystkich opcji".

ZAWSZE MOŻNA BYĆ LEPSZYM

Jeszcze bardziej niezwykły jest jednak fakt, że zachwytowi elit nad reaktywacją "Trójki" towarzyszyły dużo bardziej wymierne efekty - wzrost słuchalności. Według najnowszych badań SMG-KRC udział „Trójki” w radiowym rynku jest bowiem najwyższy od 2001 r., czyli od momentu wprowadzenia tego typu badań - wynosi 6,9 proc.

Jacek Kapela, dyrektor departamentu radiowego z CR Media Consulting, potwierdza: "To jedyna stacja z pierwszej czwórki, której słuchalność systematycznie rośnie, i to w czasie, gdy inni notują wahania albo spadek. Do tego wyraźny odsetek słuchaczy z wyższym wykształceniem i wysokimi dochodami potwierdzałby, że <Trójka> to antena ambitna".

Sebastian Oduliński, ten sam, który przed ośmioma laty organizował spektakularny pogrzeb „Trójki” (słuchacze przerażeni upadkiem ulubionej stacji nieśli wtedy trumnę przez centrum Warszawy), dodaje: "Cóż, może nie wszystko jest takie samo, ale to znów moje radio".

CZYŻ MOŻNA CHCIEĆ WIĘCEJ?

Gdyby w mediach publicznych panowały jakiekolwiek reguły - nie. Ale nie panują i dlatego dalszy pobyt Skowrońskiego w "Trójce" stoi dziś pod gigantycznym znakiem zapytania.
Najnowsza miotła, jaka przeszła właśnie przez publiczne media, wyrzuciła Czabańskiego. W radiu, podobnie jak w TVP, rządzą tzw. dawne przystawki, czyli Samoobrona i LPR. I, podobnie jak w TVP, czyszczą po poprzednikach.
Świeżo namaszczony prezes Polskiego Radia Robert Wijas (lat 38, studia dziennikarskie zaczynał u schyłku PRL w Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR, wydawał serwisy w Radiu Wawa, potem był brand managerem kanałów tematycznych TVN, do zarządu trafił półtora roku temu w ramach konkursu i zajął miejsce przewidziane dla reprezentanta Samoobrony) mówi dziś tak: „<Trójka> to dobra antena, ale mogłaby być jeszcze lepsza. Zastrzegam, że opinia na temat anteny to jedno, a na temat dyrektora to drugie".
Pytamy więc o to drugie, a Wijas długo szuka w pamięci i mówi: "Brakuje mi na antenie głosów, których mogłem słuchać wcześniej, na przykład Marka Niedźwieckiego (odszedł do sieci rozgłośni Agory - red.). Poza tym zdarzały się programy, które prowadzono nieprofesjonalnie".
I wymienia jeden - na temat finansów radia. Chodzi o jesienną rozmowę Skowrońskiego z Czabańskim. Wijas był wtedy członkiem zarządu odpowiedzialnym za finanse, miał inne poglądy niż Czabański, ale na antenie o tym nie wspomniano. Ów fakt, uważa Wijas, dowodzi braku standardów dziennikarskich. I podsumowuje: "Utrata zaufania do współpracowników może być powodem ich wymiany. Dziś jesteśmy więc na etapie decyzji". "Dlaczego jeszcze jej nie podjęto?". "Bardzo istotne jest, kto zostanie następcą. Polskie Radio ma bardzo duży potencjał" - dodaje tajemniczo Wijas.

POLOWANIE NA PRETEKST

Wygląda na to, że decyzja zapadła, kłopot sprawia znalezienie właściwego uzasadnienia. Jak wyrzucić dyrektora, który stworzył świetną antenę i ma najlepsze wyniki od lat? Od tygodnia wydział kontroli wczytuje się w wyniki audytu zleconego przez ministra skarbu. Według jednej z gazet część zarzutów dotyczyłaby Skowrońskiego, który miał zatwierdzać własne honoraria. Sprawa jest skomplikowana, bo audyt jest tajny, Skowroński zaprzecza, na dodatek za finanse w tym czasie odpowiadał... Wijas.
Szef rady nadzorczej Adam Hromiak (z nominacji Samoobrony, niegdyś etatowy pracownik KW PZPR, z zawodu leśnik) podsumowuje ten zamęt słowami: „Wokół <Trójki> trwają sprawy wyjaśniające. Ale przyznam szczerze – jeszcze trzy lata temu <Trójki> słuchało się lepiej...".
"Trzy lata temu? Przecież wtedy pan wszedł do władz radia. Z tego by wynikało, że zaczęło się psuć za pana czasów". "Hm, tu są potrzebne szczegółowe analizy programu. No nie wiem, chyba nie powinien na ten temat się wypowiadać".
Gdy rozmawiamy o przyszłości Skowrońskiego, ani Wijas, ani Hromiak nie wiedzą jeszcze, że grupa dziennikarzy, artystów i intelektualistów zbiera podpisy pod listem w obronie szefa „Trójki”. Zestaw obrońców jest niezwykły - Skowrońskiego bronią z lewa i prawa, ludzie zaangażowani politycznie i artyści, którzy od polityki stronią: Michał Rusinek, sekretarz Szymborskiej protestujący przeciw lustracji na uczelniach, i gorący zwolennik lustracji Piotr Semka, Grzegorz Turnau i lider alternatywnego zespołu Pustki, publicyści „Polityki” i „Wprost”.

Marcin Meller, redaktor naczelny „Playboya”, który zainicjował obronę szefa „Trójki”, mówi wprost: "Nigdy nie kryłem, że jestem gorącym przeciwnikiem PiS i wiele nominacji za rządów tej partii uważałem za oburzające. Ale nie mam żadnych wątpliwości, że ta nominacja się sprawdziła. Skowroński wykonał w <Trójce> bardzo dobrą robotę. Przywrócił stacji niezwykły charakter, za który <Trójkę> zawsze kochali słuchacze. To są rzeczy warte tego, by wznieść się ponad polityczne podziały".

Ale czy ten list wystarczy?