Kurski twierdzi, że nie miałem prawa w ogóle z Michałem Cichym rozmawiać. A następnie insynuuje, że opublikowany przez nas wywiad jest antysemickim atakiem na Helenę Łuczywo.

Są to argumenty nieprawdziwe, których nie można pozostawić bez odpowiedzi. "Gazetę Wyborczą" ten wywiad zdenerwował z zupełnie innego powodu, całkiem zresztą zrozumiałego. Człowiek niegdyś z samego środka redakcji opisał kilka istotnych mechanizmów jej funkcjonowania, zwracając uwagę na dyspozycyjność niektórych dziennikarzy, gotowość pisania tekstów z założenia nie informacyjnych i nieobiektywnych, ale mających zniszczyć ludzi czy środowiska, które Adam Michnik uważał za wrogie. Tych dziennikarzy Michał Cichy nazwał "cynglami". Mechanizmy podobne do tych opisanych przez Cichego występują w wielu innych redakcjach, czasami wychodzą na jaw. Takie świadectwo zawsze boli, trudno z nim polemizować. Więc zamiast polemizować uczciwie, Jarosław Kurski sformułował pod adresem DZIENNIKA zarzuty i insynuacje o wiele poważniejszej rangi, tyle że zupełnie fałszywe.

Po pierwsze, że nie miałem prawa przeprowadzić wywiadu z Cichym. W takim razie dlaczego stosunkowo niedawno "Gazeta Wyborcza" opublikowała jego tekst, tekst ważny, w którym Michał Cichy przepraszał kombatantów Powstania Warszawskiego za formę paru swoich artykułów z lat 90. Skoro "Wyborcza" może Cichego drukować, dlaczego DZIENNIK nie ma prawa z nim rozmawiać.

Po drugie, sformułowana pod adresem DZIENNIKA insynuacja antysemityzmu jest nie tylko podła, jest także pozbawiona sensu. Kto miał być antysemitą - Cichy, jeden z czołowych dziennikarzy "Gazety Wyborczej" i wieloletni współpracownik Muzeum Holocaustu? Czy może ja w swoich pytaniach? Jeśli tak, to gdzie konkretnie. To obrzydliwa metoda, delegalizowanie polemisty poprzez insynuowanie mu antysemityzmu. "Gazeta Wyborcza" stosowała ją parokrotnie w latach 90. Jak z tym polemizować?

Po trzecie, Kurski kończy tekst obroną Heleny Łuczywo. Sugerując, że została ona w DZIENNIKU spostponowana. Tymczasem Cichy wygłasza jeden wielki pean na jej cześć dowodząc, że to ona była faktycznym redaktorem naczelnym "Gazety Wyborczej", twórczynią jej sukcesu w latach 90. A nie Michnik. Niech zatem Kurski przeprasza Michnika, a nie wmawia komuś atak na Łuczywo, który nie miał miejsca.

Tekst Kurskiego nie jest polemiką z wywiadem, ale próbą jego zdezawuowania. Cichy zostaje zdezawuowany, tezy wywiadu przekręcone, a czytelnicy "Gazety Wyborczej" nawet się nie dowiedzą, jak ta rozmowa wyglądała naprawdę.

>>> A wyglądała tak: przeczytaj rozmowę z Michałem Cichym, która wstrząsnęła „GW"