Nagrodzony Oscarem "Slumdog. Milioner z ulicy" ukazuje fenomen młodego chłopaka, uczestnika "Milionerów", który zostaje posądzony o oszustwo. Ostatecznie okazuje się jednak, że nie oszukiwał. W Polsce nigdy to się nie zdarzyło. Nikogo nie przyłapaliśmy w sposób ewidentny na świadomym oszukiwaniu. Na szczęście. Natomiast jest mi znany z Wielkiej Brytanii przypadek misternie zaplanowanego oszustwa. Zresztą powstał o tym ostatnio dokument, który pokazuje, jak do tego doszło, w jaki sposób zawodnik oszukiwał i z czyją pomocą. Wygrał główną nagrodę, która została mu później odebrana. Sprawę przekazano policji.

Po tylu latach doświadczenia w pracy w "Milionerach" wyciągam jasny wniosek: nasi zawodnicy wszyscy bez wyjątku okazali się uczciwi. Sami radzili sobie z pytaniami. Nigdy nie spotkałem się z przypadkiem zaplanowanego oszustwa. Co ciekawe, w filmie jest kilka odstępstw od rzeczywistości. Np. zgodnie z regulaminem programu zawodnik po otrzymaniu pytania nie może wyjść ze studia, a w filmie po postawionym pytaniu, w czasie przerwy reklamowej, chłopak wychodzi do łazienki razem z prowadzącym. Dalej akcja toczy się niezwykle ciekawie. Taka sytuacja jednak w ogóle nie może się wydarzyć. Jest to sprzeczne z regulaminem i wizją programu. Nie można wypuścić zawodnika przed udzieleniem odpowiedzi i tyle. W filmie ukazana została dramaturgia tej sytuacji. Bo to jest rzeczywiście ciekawy moment, tyle że nierealny.