Miecugow: Rząd zaspał w sprawie euro
Wybieram się na narty i już wiem, że te wakacje będą mnie kosztować 30 procent więcej, niż planowałem. Patrzę tymczasem na Słowaków i mam wrażenie, że nie narzekają na swoją nową walutę. Mam więc żal do rządu, że dopiero dziś się obudził - komentuje Grzegorz Miecugow.
- Sikorski: Rozmowy o euro powinny być poufne
- Rząd znalazł sposób na spekulantów
- Prezydent ma własny plan na kryzys
- Rząd wciągnie NBP do rozmów o euro
- Lech Kaczyński: przyjęcie euro to PR
- PiS mówi wprost: czas na referendum o euro
- Obaj chcą euro, ale każdy inaczej
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Prezydent stwierdził, że w sprawie dążenia do euro jesteśmy ofiarą manipulacji.
>>>Przeczytaj, co mówił prezydent
W piątek wybieram się na narty i już wiem, że te wakacje ze względu na deprecjację złotego będą mnie kosztować 30 procent więcej, niż planowałem. Patrzę tymczasem na Słowaków i mam wrażenie, że nie narzekają na swoją nową - od stycznia - walutę. Nie mają dziś tych problemów, które mamy my. Wkrótce każdego z nas może dopaść trwoga, bo nagle wszystko, co chcieliśmy kupić - wakacje latem czy lepszy samochód - okaże się poza naszym zasięgiem. Taka jest cena spadającej złotówki.
Rząd proponuje, byśmy w związku z tym przystąpili do ERM2 - korytarza, na którego końcu jest przyjęcie europejskiej waluty. Prezydent i prezes PiS mówią: nie. A przecież nie my jedni bylibyśmy w ERM2. Jest tam wiele krajów - choćby Dania, która dotąd nie zdecydowała, czy chce się rozstać ze swoją koroną - i nie widać, żeby coś złego tam się działo. ERM2 nie jest niczym strasznym. Pozostaje oczywiście pytanie, jakim kursem złotówki do euro mielibyśmy się związać. Ja bym chciał, by było 4,20 - 4,30 zł za euro, bo to by oznaczało wzrost naszych realnych zarobków.
Mam więc żal do rządu, że dopiero dziś się obudził. W styczniu zeszłego roku nie mówił nam, że przystąpienie do euro jest ważną sprawą. A to wtedy trzeba było działać, kiedy spowolnienie gospodarcze nas jeszcze nie dopadło. Niestety, kiedy wszystko dobrze się kręci, nikomu nie chce się wprowadzać żadnych reform.
Oczywiście, gdyby deklaracje w sprawie euro padły rok temu, też by to nie zmieniło nastawienia Lecha czy Jarosława Kaczyńskich. Natomiast byłoby im wówczas trudniej protestować, gdyż byłoby jasne, że zwyczajnie nowej waluty nie chcą, bo złoty jest dla nich ważniejszy. A dziś mają dobry pretekst do protestowania, bo zawsze się znajdą fachowcy, którzy powiedzą, że wejście do ERM2 w momencie rozchwiania finansowego jest wysoce ryzykowne.
Ja jednak słyszę poważne głosy, że im szybciej to zrobimy, tym dla nas wszystkich lepiej.
>>>Zobacz też sto powodów, by nie przyjmować euro - z przymrużeniem oka

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!