Co się za tym kryje? Ano to, że po 1989 roku nie mieliśmy ani jednego rzecznika rządu, któremu można byłoby bez zastrzeżeń wystawić pozytywną ocenę. Rzeczywiście jest aż tak źle? - pytam siebie. Jeszcze raz uważnie studiuję listę blisko 20 nazwisk, aby się upewnić, czy nie przesadzam w tym krytycyzmie. Cóż ja tam widzę? Przy zachowaniu pewnej dozy tolerancji, z trudem dałoby się wyłowić kilku rzeczników, którzy swoją rolę pełnili znośnie. Żadna z tych postaci nie wypełniała swojej funkcji na tyle dobrze, by mogła dla swych następców stać się wzorem wartym naśladowania.

>>> Rady dla nowego rzecznika rządu

Tę fatalną passę do dziś się ciągnącą otwiera Małgorzata Niezabitowska - pierwsza rzecznik w wolnej Polsce. Zamiast za pośrednictwem mediów upowszechniać pierwsze, czasem wymagające wyrzeczeń od obywateli reformy gospodarcze prowadzone przez rząd solidarnościowy Tadeusza Mazowieckiego, Niezabitowska dbała o to głównie, aby stać się gwiazdą mediów. Zamiast wyjaśniać motywy wstrzymywania w niektórych dziedzinach i w niektórych instytucjach zmian systemowych, Niezabitowska obarczała media winą za bezpodstawne ataki na rząd. Słynne były jej telefony pełne pretensji i agresji do telewizji po głównym wydaniu "Wiadomości". Czepiała się często drobiazgów, przyprawiając wydawców tego programu i dziennikarzy o ciągły stres.

A oto mój ranking rzeczników rządu uznawanych za znośnych:

1. Jako pierwszego wymieniłbym Konrada Ciesiołkiewicza, rzecznika w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Gotowy zawsze rozmawiać z dziennikarzami albo polecać ich innym specjalistom, głównie ministrom. To on, jak głosi wieść, był głównym pomysłodawcą sposobu, w jaki jego szef miał kreować swój wizerunek w mediach. Dziś już wiemy, że był to jeden z najbardziej udanych pomysłów zyskiwania ogólnej popularności i sympatii społecznej przez premiera. Ciesiołkiewicz był też jedynym rzecznikiem, który w swej - krótkiej wprawdzie - karierze nie miał żadnej wpadki.

2. Choć powszechnie uważa się, że jednym z najmniej udanych premierów ostatniego dwudziestolecia był Jarosław Kaczyński, warto odnotować, że Jan Dziedziczak był jednym z najsprawniejszych rzeczników ostatnich lat. Wszechstronnie wykształcony w sprawach mediów, rozumiał ich decydującą rolę w kształtowaniu obrazu ekipy władzy. Był zawsze, bez względu na porę dnia i roku, gotowy spotykać się z dziennikarzami i rozmawiać z nimi. Nie dyskwalifikował nigdy żadnych pytań, co najwyżej odpowiedzi na nie przekładał na później.

3. Dla jednego z najmłodszych rzeczników Michała Tobera pełnienie tej funkcji w rządzie Leszka Millera miało być drogą do wielkiej kariery politycznej. Stało się inaczej z dwóch powodów. Kompromitująca końcówka rządów Millera zmiotła również Tobera z krajowego rynku politycznego, podobnie jak jego pryncypała. Fatalnie na dalszej karierze Tobera odbiło się to, że publicznymi pieniędzmi karmił swoją prywatną firmę (po wejściu do rządu przepisaną na żonę) przy okazji filmów promujących Unię Europejską. Jak na razie swoją przygodę polityczną uwieńczył miękkim lądowaniem w Parlamencie Europejskim. Jako rzecznik był jednak w miarę sprawny i nigdy nie odmawiał kontaktu z mediami. Czasami potrafił też mamić dziennikarzy, że tylko im, na wyłączność, przekazuje poufnie ważne informacje, w dowód uznania dla ich rzetelności i pozycji w mediach.

4. Agnieszka Liszka swoją wysoką pozycję w tym rankingu zawdzięcza po części swojej urodzie, ale przede wszystkim temu, że zawsze była sympatyczna zarówno dla dziennikarzy, jak i dziennikarek. Znalazła się w świecie polityki troszkę z innego świata, ale w miarę szybko się odnalazła jako niezła profesjonalistka. Jako jeden z nielicznych rzeczników rozumiała właściwie swoją rolę - że to ona jest na usługach mediów, a nie odwrotnie. Słowna: ilekroć obiecywała, że da odpowiedź w określonym terminie, zawsze go dotrzymywała. Jej słabością było to, że nie miała instynktu politycznego ani też silnej potrzeby wchodzenia w głąb polityki. To powodowało, że siłą rzeczy o wielu sprawach nie wiedziała. Mam wrażenie, że po trosze był to jej świadomy wybór. Jej odejście z funkcji rzecznika wskazuje dość jednoznacznie, że stała się kozłem ofiarnym Donalda Tuska.

5. Wysokie miejsce w tym rankingu przyznaję Aleksandrze Jakubowskiej, choćby przez sam fakt rzecznikowania kolejnym dwóm premierom: Józefowi Oleksemu i Włodzimierzowi Cimoszewiczowi. Była dziennikarka potrafiła zwykle trafnie odczytywać potrzeby mediów. Była jedną z nielicznych, która potrafiła mediami subtelnie manipulować, sprzedając tylko informacje wygodne dla jej protektorów. Od początku widoczną słabością jej rzecznikowania było to, że tę funkcję traktowała jako trampolinę do dalszej kariery politycznej. Co jej się w pewnym stopniu udało, kiedy została najpierw szefem gabinetu politycznego Leszka Millera, a potem wiceministrem kultury.

Uszeregowanie najgorszych rzeczników jest i trudne, i bolesne dla autora. Nie chciałbym bowiem ani nikogo obrazić, ani tym bardziej skrzywdzić. Rzeczywistość jest jednak okrutna i taką listę dla równowagi tej poprzedniej muszę stworzyć:

1. "Królem rzeczników" został obwołany - nie przeze mnie zresztą - już dosyć dawno Marcin Gugulski, rzecznik Jana Olszewskiego. Żartobliwie mówiąc, trudno od niego było wycisnąć nawet nazwisko premiera. Słynnym stało się jego powiedzenie "nie potwierdzam i nie zaprzeczam".

2. Kompletnie bezbarwny, wręcz nijaki był jednomiesięczny przy Waldemarze Pawlaku Ryszard Miazek, pełniący funkcję rzecznika, kiedy misja utworzenia nowego rządu zakończyła się niepowodzeniem. Miazek otworzył wtedy kilka razy usta, ale nic by się nie stało, gdyby cały czas miał je zamknięte.

3. "Premierowi się nie odmawia" - powiedziała swego czasu rzeczniczka rządu Waldemara Pawlaka Ewa Wachowicz. Jej główną zaletą było to, że rok przed objęciem tej funkcji zdobyła tytuł Miss Polonia. Wadą, że nie miała zielonego pojęcia o polityce, nie orientowała się w żadnej sprawie społecznej. Starała się być miła dla mediów, ale na odpowiedzi na najprostsze pytania czekało się tygodniami. Nie można jej było odmówić pewnego sprytu i inteligencji, ale półtoraroczny okres pełnienia tej funkcji można określić mianem "osobisty rzecznik Waldemara Pawlaka, i to nawet nie premiera". A na pewno nie "rzecznik rządu".

4. Choć z nazwy Dariuszowi Jadowskiemu przysługiwał tytuł rzecznika rządu Marka Belki, to tak naprawdę był on tylko urzędnikiem Kancelarii Premiera odpowiedzialnym za organizację pracy biura prasowego. Była to kontynuacja jego funkcji pełnionej od lat. Sam bez przynależności politycznej, a jeżeli miał jakieś sympatie ideowe, to nigdy ich nie uzewnętrzniał. To było pozytywne w roli urzędnika, ale nie dla rzecznika rządu. Daleko posunięta obawa o utratę stanowiska ograniczała jego swobodę w przekazywaniu mediom informacji.

5. W tym rankingu musi się znaleźć Małgorzata Niezabitowska. Dla niej, podobnie jak dla wielu innych fatalnych rzeczników, bycie twarzą rządu było szczytem kariery. Po epizodzie rzecznikowania pozostała już tylko polityczna pustka.