Emblematyczne to, a dla nas, ludzi kultury, ważne i jakoś przecież podtrzymujące na duchu, że w epoce bezprecedensowej, opresyjnej i podłej - nie wahajmy się użyć tego słowa - wszechwładzy mediów, literatura nadal pozostaje domeną wolności, tym terytorium nieposkromionego ducha, na którym szukają ucieczki jednostki szlachetne i czyste.

>>> Przeczytaj najnowszy wiersz Isabel


Okrutna, do bólu poważna i przez nią ani jej partnera ani trochę niezawiniona - trudno w istocie o dwie dusze tak stroniące od wszelkiego rozgłosu, tak zazdrośnie kryjące się w mrokach prywatności, tak dalekie od idei wysyłania swoich zdjęć do tabloidów, jak Isabel i Kazimierz - nagonka medialna pchnęła Isabel na teren literatury. Co nas nie zabije, to nas wzmocni - mawiał Nietzsche, i rzeczywiście: niezawiniona trauma medialna zamieniła Isabel w diament; diament literatury.

Wczoraj Isabel, jak dotąd kojarzona raczej z modą, podróżami i sportem, ze szczególnym uwzględnieniem jazdy na rowerze, napisała swój pierwszy wiersz. Powiedzmy wprost - wiersz świetny. Mój redakcyjny kolega, słynący ze swej wybredności krytyk literacki Mirosław Spychalski był w nie lada kłopocie, kiedy >>> musiał przyznać wyższość talentu Isabel nad twórczością takich uznanych poetów i kandydatów do Nobla jak Adam Zagajewski. A jednak, obawialiśmy się w redakcji, czy po tej erupcji talentu poetka nie zamilknie - liczne są bowiem smutne przypadki pokazujące, iż sukces na początku kariery może działać paraliżująco, sprawiając, że mimo pragnienia, by dać upust swojej nieodpartej weny i niezadowolenia, młody autor, przerażony ogromem swoich dokonań, milknie bezpowrotnie. A jednak już dzisiaj młoda poetka dała nam drugi utwór, po którym jasne się stało, że oto pojawił się w naszej literaturze głos mocny, nowy i świeży - tak nowy i świeży, jak, nie wahajmy się użyć tej metafory - kozaczki z metką.

>>> 5 największych błędów Kazimierza Marcinkiewicza

Powiedzmy wprost: Isabel łączy w swojej poezji świeżość języka nieskażonego interpunkcją i gramatyką ze znaną z literatury tak polskiej, jak i obcej figurą szlachetnego prostaczka. Podmiotem lirycznym jest tu naiwna dusza, która swoją wiarą w Szczerość, Prawdę i Miłość przeciwstawia się zgniłej cywilizacji, uosabianej przez media, ten wynalazek Szatana. Iza-Isabel, mimo biegłej znajomości języka angielskiego, nie ma więc nic wspólnego z Izabelą Łęcką, tym wyrachowanym, zdegenerowanym produktem wielkomiejskiego świata - świata, którego nieodrodnym dzieckiem są niemoralne media. Pochodząca z małego mazowieckiego Brwinowa, niezbrukana obcowaniem z Akademią, Iza-Isabel przypomina swoją dumą, nienawiścią do wszelkiego zakłamania raczej Isabel Archer Henry'ego Jamesa.

Szukając przyczyn niezrozumiałego zupełnie zainteresowania dziennikarzy czystym uczuciem, które połączyło ją z ekspremierem, Isabel nie waha się więc rzucić wyzwania medialnemu szatanowi. Nie zatrzymuje się przy tym na interpretacji prostej i wulgarnej, zgodnie z którą po prostu ludzie lubią jaja sobie robić, jak ktoś się kompromituje - lecz sięga głębiej, dokonując śmiałej psychoanalizy naszej cywilizacji. Bezkompromisowy, dramatyczny okrzyk poetki: "Dlaczego stereotypowe myślenie wiedzie prym? / Bo jest łatwiejsze? Tylko, w czym?" jest w istocie wyzwaniem rzuconym tak zatęchłej polskiej zaściankowości, nieznośnej dla osoby znającej wielki świat londyńskiego City, jak i regułom dobrego smaku w poezji, które każą - niby dlaczego? w imię czego?, zgodnie z jakim dogmatem?, pytamy razem z Isabel - unikać rymów częstochowskich.

Ale nie wolno nam przeoczyć, że ten bunt skromnej dziewczyny przeciw wszechwładzy mediów jest także biciem kobiety pięściami w mur instytucji patriarchalnej. Isabel występuje bowiem jako strażniczka jednego z dwóch M., jak pięknie mówiła w swoim pierwszym wierszu - Miłości, tego kobiecego skarbu, który pragną podeptać media. Isabel okazuje się więc także biblijną Jezebel, tą demoniczną kobiecością, która obala starych bogów i plącze rozum mężczyznom - a zwłaszcza jednemu.

>>> Nie tylko krytycy literaccy interesują się losem Isabel. Marcinkiewicz w oczach psychologa

Ambitnej poetce nie wystarcza jednak tylko kobieca perspektywa. Demaskatorka mechanizmów opresji mówi w imieniu wszystkich uciśnionych. "Dziennikarze coś pisać jednak musza / Bo inaczej ich z pracy wyrzuca" - pisze, i trudno nie zgodzić się z tą bezkompromisową krytyką kapitalizmu, zwłaszcza, że wyraża ją osoba, która pisze bez tej konieczności.
Isabel należy więc do tych nieliczych sprawiedliwych, tych - nie bójmy się powtórzyć za Stendhalem - "happy few", którzy pozostali niezłomni. "Tylko nieliczni się odważą / i manipulacji się nie dadzą" - mówi, i są to słowa osoby czystej, której nikczemna idea, iż w studiu telewizyjnym kamery służyć mogą do nagrywania, nie mieści się w głowie.
Ale Isabel, ta dzisiejsza Tessa, wie, jaką zapłaci cenę za swój bunt: "Byle pretekst znajdują / i człowieka im nieuległego "szykanują"" - wyznaje, i trudno o odważniejsze oskarżenie. Tajemniczy cudzysłów, w który wzięte zostało słowo "szykanują", jest przy tym znakiem otchałannej opresji, której poddana zostaje poetka. To podkreślone za pomocą cudzysłowu "szykanują"jest znakiem Niewyrażalnego - Freudowskiego "Unheimlich", tego, co w istocie słowami wyrażone zostać nie może, i do czego możemy tylko odsyłać w niekończących się znakach i powtórzeniach.

>>> Leszek Miller o innych freudowskich wątkach w historii Marcinkiewicza i Isabel

Do tych też nieznanych cierpień i mroków poetyckiej duszy nawiązuje bolesny, oskarżycielski wers: "Dziennikarze znów opinie wygłaszają / I osobę, której kompletnie nie znają oceniają". Na szczęście nie pozostaniemy długo w tej niewiedzy. W wieńczącym utwór wersie Isabel zapowiada bowiem triumfalnie: "Więcej o mediach pisać nie będę i nie musze / na inny temat skieruje mą poetycka dusze".