Dziennik.plOpinie

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Buzek. Całkiem udany bohater z przypadku

2009-07-04 | Ostatnia aktualizacja: 19:41 | Komentarze: 0 | skomentuj
Buzek: Całkiem udany bohater z przypadku

Buzek: Całkiem udany bohater z przypadku Fot. Artur Chmielewski / Inne

Nigdy nie miał politycznych aspiracji, ani większego pojęcia o partyjnych zasadach gry. Jego publiczne role często były efektem przypadku, parcia na szkło też raczej nie miał. A teraz to własnie on, Jerzy Buzek ma szansę na karierę, o jakiej reszta polskich polityków może tylko marzyć.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Niecałą dekadę temu odchodził w niesławie, żegnany dramatycznie niskimi notowaniami i hasłami: "Buzek na wózek", a dziś media porównują go do papieża. "Po śmierci Jana Pawła II będzie formalnie najważniejszym Polakiem na świecie" - napisał właśnie jeden z tygodników. Oczywiście gdy tylko zajmie fotel przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, co wydaje się niemal pewne.

Gdy w 1997 r. po raz pierwszy próbował sił w polityce, nawet nie dostałby się do Sejmu. Pomogła lista krajowa - nieistniejąca już szczególna ścieżka gwarantująca mandaty grupie wybranych polityków, którzy nie zdobyli wymaganego poparcia.

Po czterech latach, w kolejnych wyborach, zdobył niemal 33 tys. głosów (ale do Sejmu nie wszedł, bo AWS nie przekroczyła wymaganego progu). Sam wynik był już stosunkowo niezły, choć Barbara Blida, która startowała wtedy z tego okręgu, miała prawie trzy razy lepszy.

W 2004 r., gdy po raz pierwszy kandydował do Parlamentu Europejskiego, osiągnął pierwszy życiowy rekord - 173 tys. głosów, najwięcej w całym kraju.

W 2009 r. - kolejny rekord - 393 tys. Zwycięstwo, można napisać, porażające. Tak bardzo, że według sondaży już uważany jest za najlepszego następcę Donalda Tuska. W okręgu poparło go ponad 40 proc. głosujących. I to na Śląsku, gdzie przed laty własnymi rękoma masowo zamykał kopalnie, forsując reformę górnictwa.

Przypadkowy bohater

Talenty Buzka polityczni wyjadacze oceniali zwykle bezlitośnie. "To sympatyczny amator, początkowo całkowita marionetka w rękach Mariana Krzaklewskiego. Bez jego zgody nie potrafił mianować wicewojewody" - kpił Jarosław Kaczyński, lider PiS w "Alfabecie braci Kaczyńskich". I ilustrował to scenką - Buzek ma podjąć ważną decyzję, chwyta więc za telefon i za sekundę odzywa się komórka Krzaklewskiego, który siedział na sali sejmowej.

Mimo to był jedynym premierem, który w nowej Polsce przetrwał całą czteroletnią kadencję Sejmu. Długo udawało mu się nie tylko spinać wyjątkowo egzotyczny zestaw - rządy związkowców i liberałów, ale też - przynajmniej formalnie - panować nad konglomeratem ugrupowań tworzących Akcję Wyborczą Solidarność.

Tu od początku wszystko postawiono na głowie, może dlatego łatwo było oswoić się z groteskowym obrazkiem wicepremierów, jaki serwowało każde posiedzenie rządu - po lewej stronie Buzka poważny, zamknięty w sobie Leszek Balcerowicz, po prawej - rozluźniony Janusz Tomaszewski, który zaraz po rozpoczęciu obrad zzuwał buty i po prostu w skarpetkach spędzał całe godziny debat na kolejnymi dokumentami.

I w tak niesamowitej konfiguracji ów gabinet zdołał przeprowadzić w kraju cztery gigantyczne reformy: edukacji, zdrowia, samorządową i emerytalną, choć dziś - przynajmniej w części - uważane za niezbyt nieudane (w służbie zdrowia pieniądze wcale nie idą za pacjentem, choć reformę natychmiast popsuli następcy, eksperci od edukacji krytykują wprowadzenie do systemu szkół gimnazjalnych i skrócenie nauki w liceach, a analitycy coraz głośniej ostrzegają przed załamaniem systemu emerytur i rent w obecnym kształcie).

Na szeroką skalę prowadzono ostatnie wielkie prywatyzacje, m.in. Telekomunikacji Polskiej, Domów Towarowych Centrum czy PZU. Za nieprawidłowości w tych procesach minister rządu Buzka Emil Wąsacz do dziś ma cały pakiet zarzutów stawianych przed Trybunałem Stanu.

Ale i z innych powodów trudno uznać te czasy za pasmo sukcesów.

Zarzuty lustracyjne wobec jednego z wicepremierów, afera "króla żelatyny", nieformalna Polska Partia Solorza, ostre protesty społeczne czy ogromny apetyt na nowe posady - wszystko to nie tylko oznaczało dramatycznie niskie poparcie społeczne, ale też świetną pożywkę dla politycznych konkurentów. Na fali opozycji do hasła TKM, które obowiązywało za czasów Buzka, zaczęła powstawać partia braci Kaczyńskich, niedaleko kiełkuje już Platforma Obywatelska. A na fali histerycznego strachu przed mityczną dziurą budżetową ówczesnego ministra finansów Jarosława Bauca do władzy triumfalnie wracają postkomuniści i Leszek Miller.

Ile w tym zasługi samego Buzka? Trudno jednoznacznie ocenić, ale czy może dobrze rokować premier, który od początku nie jest przekonany, że zajmuje odpowiednie stanowisko?

Jak mówią jego współpracownicy, nigdy nie czuł się szczególnie dobrze w tym fotelu. Trafił tam przecież przypadkiem.

Luiza Zalewska
Źródło: dziennik.pl
12345następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

«