Szykuje się nowe rozdanie w telewizji publicznej. Dość egzotyczne – między ludźmi PiS i SLD. Ale nie takie sojusze na Woronicza już widziano.

W oczekiwaniu na posiedzenie nowej rady nadzorczej wszystkie frakcje obserwują wnikliwie, kto z kim siada przy stoliku w bufecie. Ekipa prezesa Farfała zajmuje się tym, co zawsze najbardziej lubią rewolucyjni komisarze, czyli kadrami. Następuje czyszczenie i eliminacja według trudnego do zrozumienia klucza. Co komu szkodzą oświetleniowcy? Dlaczego odejść ma ten czy tamten reporter? Nie wiadomo. Ale władza czuje się mocna: ma za plecami świetnego mecenasa Giertycha i wierzy bez zastrzeżeń, że on już coś wymyśli, przy cichym poparciu ministra skarbu, któremu, tak jak i całej Platformie, nowy sojusz ludzi Kaczyńskiego i Napieralskiego bardzo się nie podoba.

Ale czuje się już podmuchy nowego. Przymiarki do stanowisk, do podziału anten, personalia. Z tym zawsze idzie najtrudniej. Najlepiej może o tym świadczyć determinacja SLD, który z braku lepszego pomysłu próbował namówić PiS, by prezesem ponownie został Andrzej Urbański. Ale ten zaufanie kolegów stracił bezpowrotnie. Wyciągnięty więc zostanie jakiś inny „człowiek kompromisu”, wszyscy orzekną, że wybrano mniejsze zło i cały deal jakoś się zaspawa. Na otarcie łez PO będzie miała Iwonę Schymallę jako wiceszefową „Jedynki”, żeby było pluralistycznie.

Kto to wszystko rozgrywa i układa? Ci sami co zwykle od ładnych paru lat. To oczywiście najpilniej strzeżona tajemnica, choć obecność w rozmowach np. Roberta Kwiatkowskiego wydaje się bezdyskusyjna. Podobnie jak samozwańczej trzeciej siły, czyli Tomasza Borysiuka uprawiającego płodozmian między SLD i Samoobroną. A PiS? Tu otwiera się pole do domysłów. Dla ludzi telewizji elektryzująca jest wiadomość, że medialna koalicję „konsultuje” pozostający w cieniu Wiesław Walendziak. To nie jest postać dla PiS komfortowa ze względu na związki z Ryszardem Krauzem, ale za to nikt mu fachowości nie odmówi.

Co jest stawką w tej układance? Na pewno nie sama władza nad TVP. To oczywiście zawsze był dla polityków wszelkich partii największy afrodyzjak, ale w perspektywie jest drugi czynnik, działający na psychikę równie mocno. Pieniądze. A te pojawią się na horyzoncie wraz przejściem z nadawania analogowego na cyfrowe. Otworzy się zupełnie nowy rynek, rozdawane będą koncesje. Kto je dostanie? Od tego, jak zachowa się TVP i w który biznesowy układ się zaangażuje, zależy właściwie cały cyfrowy ład medialny i ogromna fortuna do zgarnięcia. A perspektywa jest bliska, bo do 2012 karty muszą być rozdane, a cała procedura zaczyna się jeszcze w tym roku.

O ile więc powszechnie krytykowane plany Platformy zmierzające do prywatyzacji TVP, w podtekście miały wymiar oszczędnościowy i propagandowy (zerwanie z abonamentem), o tyle wykluwające się „nowe” przygotowuje grunt do podziału całkiem nowego tortu. W obu przypadkach, to nie dobro mediów publicznych motywuje układające się strony, ale perspektywa wyrwania dla siebie jak najwięcej. Wszystko to odbywa się oczywiście w atmosferze walki o wartości, publiczny interes i rządy fachowców.

Kolejna karuzela na Woronicza, kiedy już do niej dojdzie, spowoduje lekką rewolucję i przegrupowanie sił. To nie jest złe, zważywszy na co najmniej mierne osiągnięcia ekipy Farfała. Mam tylko nadzieję, że przy okazji uda się tę instytucję odrobinę ucywilizować, by rzeczywiście przypominała transparentną instytucję publiczną. Taką nadzieję mam zresztą nieodmiennie od kilkunastu lat...