RAFAŁ WOŚ: 70 lat temu Niemcy i Rosja podpisały pakt Ribbentrop – Mołotow, który był preludium do rozpoczętej tydzień później II wojny światowej. 23 sierpnia jest w tym roku za sprawą uchwały Parlamentu Europejskiego po raz pierwszy obchodzony jako Dzień Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. Czy oznacza to, że Europa zaczyna rozumieć historyczny wymiar nieszczęść, jakie przyniosła imperialistyczna polityka stalinowskiej Rosji?
MARKUS MECKEL*: Bez wątpienia świadomość zachodnioeuropejska ulega w tej kwestii znaczącej ewolucji. Zaczynamy postrzegać ostatnie 70 lat historii Europy jako złożony problem. Nie mówi się już tylko o 1 września 1939 r., ale także o tym, co zdarzyło się wcześniej, a więc pakcie Ribbentrop – Mołotow oraz o późniejszym rozwoju wypadków, podziale kontynentu żelazną kurtyną i zniewoleniu narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Tą nową perspektywą wzbogacamy debatę o historii Europy.

Dotąd na zachodzie Europy dominowało stanowisko, że największym złem był nazizm, a dopiero potem – daleko za nim – sowiecki komunizm.
Tak, ale takie myślenie było na dłuższą metę nie do utrzymania. Wraz z upadkiem komunizmu, zjednoczeniem Niemiec czy rozszerzeniem Unii na Wschód debata historyczna na Starym Kontynencie zyskała nowe akcenty wniesione przez Polaków, Węgrów czy Niemców z NRD – takich jak na przykład ja. To wśród ludzi, którzy na własnej skórze doświadczyli, czym było życie we wschodnioniemieckiej dyktaturze, zrodził się na przykład pomysł na opublikowanie listu, w którym przypominamy o 70. rocznicy paktu Ribbentrop – Mołotow. Do oświadczenia ochoczo przyłączyli się intelektualiści pochodzący z zachodnich Niemiec. W sumie około 140 osób.

Nie wszyscy na Zachodzie zdają się podzielać ten punkt widzenia. Kilka dni temu brytyjski „Guardian” napisał, że nie powinno się stawiać w jednym szeregu nazizmu i komunizmu. Że ten drugi totalitaryzm jednak z czasem ewoluował w formę nieporównywalną z pierwszym.
To po prostu znaczy, że autorzy takich artykułów słabo znają historię Europy i nie są gotowi wyjść poza swój skostniały punkt widzenia. Nie zgadzam się z nimi. Uważam, że powinniśmy w zjednoczonej Europie wychodzić sobie naprzeciw i szanować różne spojrzenia na historię. Tragiczne doświadczenia Polaków czy Bałtów ze stalinizmem zasługują na to, by je lepiej poznać.

Według „Guardiana” takie stanowisko pachnie rewizjonizmem. Zwłaszcza Niemców łatwo skontrować, że podnoszą zbrodnie radzieckiej Rosji, by podzielić się odpowiedzialnością za zbrodnie hitleryzmu.
Nie zgadzam się. W naszym oświadczeniu kilkakrotnie podkreślamy, że to Niemcy ponoszą winę za wybuch II wojny światowej. Równocześnie chcemy jednak przypomnieć, że istniał jeszcze drugi totalitaryzm, który wyrządził w Europie Środkowej i Wschodniej wiele zła.

Przypominanie o zbrodniach stalinizmu i pakcie Ribbentrop – Mołotow już wywołało duże oburzenie w Moskwie.
Wolałbym postrzegać całą sprawę nie w atmosferze konfrontacji, ale zaproszenia Rosji do dyskusji. Dobrą formułą są wspólne konferencje, takie jak polsko-niemiecko-rosyjskie spotkanie historyków kilka miesięcy temu w Warszawie. Dyskusje nie były łatwe i z tego, co wiem, Rosjanie żalili się, że Niemcy i Polska tworzą przeciwko nim wspólny historyczny front. Oni wciąż odrzucają jakąkolwiek współodpowiedzialność za okropności II wojny światowej. Ale to nieunikniona droga. Inaczej każdy zasklepi się we własnych wspomnieniach i interpretacji przeszłości.

Szef administracji prezydenta Miedwiediewa Siergiej Naryszkin oskarżył wręcz Polaków oraz Bałtów i Gruzinów o fałszowanie historii.
W tym sporze Niemcy jednoznacznie stają po waszej stronie. Rosjanie nie powinni się na nas obrażać, tylko przyjąć zaproszenie do dyskusji. Jej brak niczego dobrego nie przyniesie.

*Markus Meckel, poseł niemieckiej SPD, w której odpowiedzialny jest za kontakty z Polską. Działał we wschodnioniemieckiej opozycji. W 1990 roku był pierwszym niekomunistycznym ministrem spraw zagranicznych NRD