Dziennik.plOpinie

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

Był 17 września. Groza narastała powoli

2009-09-16 | Ostatnia aktualizacja: 20:09 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Niebo nad Wilnem po wejściu Armii Czerwonej zaciągało się nieubłaganie. Ale nie było tego hitlerowskiego szaleństwa. Sowieci postępowali planowo, po cichu" - tak sowiecką agresję, która rozpoczęła się 17 września 1939 roku, wspomina Józefa Hennelowa. "Nastała władza, która kontroluje wszystko i potrafi każdego dopaść" - dodaje.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

PAULINA NOWOSIELSKA: 17 września 1939 Związek Sowiecki na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow uderzył na Polskę. To była niedziela. Jak wyglądała w pani rodzinnym Wilnie?
JÓZEFA HENNELOWA*: Wilno od początku wojny trwało w zawieszeniu. Czuło się dalekie od frontu, zdane tylko na wiadomości i relacje. Rok szkolny zaczął się z opóźnieniem. Ojciec postanowił nawet, że razem z siostrą zostaniemy dłużej na wsi. Razem z naszymi gospodarzami spędzaliśmy godziny przy radioodbiorniku. Kiedy usłyszeliśmy, że padło Westerplatte, był jeden wielki płacz. W Wilnie zaczęło się roić od uchodźców, głównie z Warszawy. I nadeszła ta niedziela, 17 września. Radio podało, że Armia Czerwona wkroczyła do Polski. Pamiętam dwie rzeczy. Poczucie kompletnego zagubienia. Co teraz będzie? Druga wojna? Bo to nie były wiadomości z frontu, o walkach. Zaraz potem msza w katedrze, koło której mieszkaliśmy. Śpiewaliśmy razem po mszy: Boże, coś Polskę. Ale dlaczego: ojczyznę wolną pobłogosław, Panie? Dlaczego nie: "zachowaj"? Następnego dnia nie było szkoły. We wtorek rano ojciec po powrocie z miasta powiedział, że bolszewicy już tu są. Wkroczyli od wschodu. Szli od dworca kolejowego, przez Ostrą Bramę, rynek, koło uniwersytetu. Dokonało się to tak "zwyczajnie", bez jednego wystrzału.

Zwyczajnie?
Bez serii z karabinów, odgłosów bitwy, krzyków. Później, gdy przez miasto przechodziły kolejne fronty, toczyły się regularne walki, ginęli ludzie. Najpierw w 1941 roku uderzenie Niemców, potem w 1944 - Sowietów. Za każdym razem były bombardowania, gwizdy kul na ulicach i flary świecące długo w nocy. Ale w 1939 nic. Było jakoś tak cicho. Ojciec najpierw nie wypuszczał nas z domu. Potem koleżanki opowiadały, że widziały ciężarówki z aresztowanymi polskimi żołnierzami. A ja zapamiętałam z tych pierwszych godzin i dni ludzi z czerwonymi opaskami na rękach stojących tłumnie na ulicach. Spokojnych, nawet zadowolonych. To byli niemal wyłącznie Żydzi (wtedy stanowili 30 proc. ludności miasta). W mieście nagle pojawiło się pełno plakatów po polsku witających Armię Czerwoną. Ja, przechodząc koło nich, zwyczajnie, po szczeniacku, zdarłam jeden z nich.

czytaj dalej

rozmawiała Paulina Nowosielska
Źródło: Dziennik.pl
1234następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl
«