Był 17 września. Groza narastała powoli
"Niebo nad Wilnem po wejściu Armii Czerwonej zaciągało się nieubłaganie. Ale nie było tego hitlerowskiego szaleństwa. Sowieci postępowali planowo, po cichu" - tak sowiecką agresję, która rozpoczęła się 17 września 1939 roku, wspomina Józefa Hennelowa. "Nastała władza, która kontroluje wszystko i potrafi każdego dopaść" - dodaje.
- "Nie oddaliśmy kraju bez walki"
- Posłowie dogadali się w sprawie Katynia
- "Pakt Ribbentrop-Mołotow to rozbiór Polski"
- "Nic się nie stało, Polacy..."
- "17 września to plama na honorze Rosji"
- Słowa prezydenta wywołają III wojnę?
- Sowieci przywiązywali dzieci do czołgów
- Polityk chwali pakt Ribbentrop-Mołotow
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
PAULINA NOWOSIELSKA: 17 września 1939 Związek Sowiecki na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow uderzył na Polskę. To była niedziela. Jak wyglądała w pani rodzinnym Wilnie?
JÓZEFA HENNELOWA*: Wilno od początku wojny trwało w zawieszeniu. Czuło się dalekie od frontu, zdane tylko na wiadomości i relacje. Rok szkolny
zaczął się z opóźnieniem. Ojciec postanowił nawet, że razem z siostrą zostaniemy dłużej na wsi. Razem z naszymi gospodarzami spędzaliśmy godziny przy radioodbiorniku. Kiedy
usłyszeliśmy, że padło Westerplatte, był jeden wielki płacz. W Wilnie zaczęło się roić od uchodźców, głównie z Warszawy. I nadeszła ta niedziela, 17 września. Radio podało, że Armia
Czerwona wkroczyła do Polski. Pamiętam dwie rzeczy. Poczucie kompletnego zagubienia. Co teraz będzie? Druga wojna? Bo to nie były wiadomości z frontu, o walkach. Zaraz potem msza w katedrze,
koło której mieszkaliśmy. Śpiewaliśmy razem po mszy: Boże, coś Polskę. Ale dlaczego: ojczyznę wolną pobłogosław, Panie? Dlaczego nie: "zachowaj"? Następnego dnia nie
było szkoły. We wtorek rano ojciec po powrocie z miasta powiedział, że bolszewicy już tu są. Wkroczyli od wschodu. Szli od dworca kolejowego, przez Ostrą Bramę, rynek, koło uniwersytetu.
Dokonało się to tak "zwyczajnie", bez jednego wystrzału.
Zwyczajnie?
Bez serii z karabinów, odgłosów bitwy, krzyków. Później, gdy przez miasto przechodziły kolejne fronty, toczyły się regularne walki, ginęli ludzie. Najpierw w 1941 roku uderzenie Niemców,
potem w 1944 - Sowietów. Za każdym razem były bombardowania, gwizdy kul na ulicach i flary świecące długo w nocy. Ale w 1939 nic. Było jakoś tak cicho. Ojciec najpierw nie wypuszczał nas z
domu. Potem koleżanki opowiadały, że widziały ciężarówki z aresztowanymi polskimi żołnierzami. A ja zapamiętałam z tych pierwszych godzin i dni ludzi z czerwonymi opaskami na rękach
stojących tłumnie na ulicach. Spokojnych, nawet zadowolonych. To byli niemal wyłącznie Żydzi (wtedy stanowili 30 proc. ludności miasta). W mieście nagle pojawiło się pełno plakatów po
polsku witających Armię Czerwoną. Ja, przechodząc koło nich, zwyczajnie, po szczeniacku, zdarłam jeden z nich.
czytaj dalej




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!