Platini przyjechał obejrzeć kwity
Czternaście miesięcy temu Komitet wykonawczy UEFA powierzył Polsce i Ukrainie organizację mistrzostw Europy w 2012 roku. Dziś Michel Platini, dla którego będzie to pierwszy turniej od początku pod jego auspicjami, przyjeżdża do Polski, aby sprawdzić stan przygotowań. Po tej jednodniowej wizycie Platini nie dostanie jednoznacznej odpowiedzi, czy dokonano słusznego wyboru. Jest na to zdecydowanie za wcześnie - pisze szef działu sport DZIENNIKA Cezary Kowalski.
- Kosecki: Platini chwali i nie zabierze Euro
- Boniek: Platini nie zabierze nam Euro
- Platini: Nikt nie chce Wam zabrać Euro
- "Szef UEFA boi się o stadion w Warszawie"
- Platini nie chce dać nam zarobić na euro
- Jutro rewizor Platini skontroluje Polskę
- Włosi: Euro w Polsce i na Ukrainie to skandal
- Platini nie odbierze nam Euro
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -21°C max. 2°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wpadanie w histerię i wiara zachodnim mediom, które już odtrąbiły, że stracimy Euro, a Platini przyjeżdża do nas tylko w tym celu, aby nam to uroczyście zakomunikować, byłoby ogromną naiwnością.
Czego bowiem miałby się spodziewać? Czy można było wybudować stadiony i sieć autostrad w tak krótkim czasie? Dla tych, którzy choć trochę orientują się w zagadnieniach logistyczno-budowlanych, jest oczywiste, że znacznie trudniej załatwić wszelkie sprawy formalne i prawne, niż wybudować stadiony. Mówiąc wprost: Platini przyjeżdża do Warszawy przejrzeć kwity, postawić wszystkich do pionu, przypomnieć o tym, jaka jest ranga tego wydarzenia, bo przecież nie po to, aby oglądać, jak nam pięknie rośnie Stadion Dziesięciolecia. Żadnej realnej groźby odebrania nam Euro po prostu nie ma i w tym przypadku można bardziej wierzyć przedstawicielom rządu czy PZPN, a mniej samemu Platiniemu. Mimo jego dość chłodnych i niejednoznacznych wypowiedzi w wywiadzie, którego kilka dni temu udzielił swojemu przyjacielowi Zbigniewowi Bońkowi. Z jednej strony Platini zapewniał, że zrobi wszystko, aby impreza odbyła się w Polsce i na Ukrainie, z drugiej straszył, że ostateczna decyzja zapadnie we wrześniu. Ta wypowiedź była zwykłym zabiegiem stosowanym w biznesie, sposobem na zmuszenie partnera, aby nie zapominał, jaka była umowa. Trzeba przecież pamiętać, że wielka piłka to wielki biznes. UEFA przedstawiła nam lukratywną ofertę. Zleciła Polsce i Ukrainie przygotowanie swojego firmowego produktu, sama na tym zarobi krocie i nam też da się wzbogacić. Tu jest zbyt wiele do stracenia, aby wykonywać jakieś nerwowe ruchy i jeszcze narażać się na śmieszność. Argument, że odebranie nam organizacji Euro fatalnie wpłynęłoby na wizerunek UEFA i oznaczałoby przyznanie się do kompromitującego błędu, też jest sensowny. I też jest naszym dodatkowym atutem.
A zatem nie panikujmy, ale też nie popadajmy w samozachwyt, który zbyt często demonstrują premier, minister sportu, szefowie spółki Pl 2012 czy prezes PZPN. A już argumenty w rodzaju: A co oni nam mogą zrobić, przecież wszystko co złe, to Ukraina - wręcz niedopuszczalne. Naprawdę jest zbyt wcześnie na wymachiwanie szabelką. O ten turniej wciąż trzeba walczyć realnie, być czujnym, nie dawać powodu do krytyki, nie spierać się politycznie choć w tej jednej sprawie. Działać po prostu i nie obawiać się delikatnego pohukiwania Michela Platiniego. Takie zachowanie szefa UEFA jest wpisane w jego rolę. Dzisiejszy przyjazd Francuza do Warszawy jest jak wizyta pana młodego, który niebawem wyprawia wesele i denerwuje się znacznie bardziej niż inni.




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!