Ten system jeszcze ma szansę
Rok nie wyrok – mawiają doświadczeni skazańcy. To powiedzenie można zastosować, podsumowując pierwsze 12 miesięcy funkcjonowania w Polsce systemu dozoru elektronicznego (SDE). Za wcześnie na orzekanie, czy się sprawdził, czy nie.
- Triumfator Pucharu Świata z obrożą na nodze
- Polański z obrożą przyjechał do domu
- Chuligani dostaną elektroniczne bransoletki
- Kosztowny niewypał resortu sprawiedliwości
- Politolog: Zaczyna się kampania. Do Sejmu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na pewno początki są trudne. Do jego falstartu wydatnie przyczyniła się polityka. Ustawa powstawała długo. Jej autorzy zastanawiali się, jak pogodzić bransoletki z powszechnym przekonaniem, że skazany ma siedzieć. Długo była poprawiana w komisjach sejmowych. Ale wiele błędów w niej pozostało. Zawierucha w koalicji rządowej, jej rozpad i wcześniejsze wybory sprawiły, że ustawa o SDE została przyjęta w dniu, w którym posłowie skrócili swoją kadencję.
W tym całym zamieszaniu zapomniano, że same przepisy to za mało, by cieszyć się z uruchomienia systemu. Więcej – złe przepisy mogą skutecznie zablokować nawet najlepszy pomysł. Nie odrobiliśmy lekcji Szwecji czy Wielkiej Brytanii, gdzie na starcie systemu kilkanaście lat temu popełniono błędy. Do tego zapomnieliśmy o pozyskaniu akceptacji społecznej dla nowego sposobu odbywania kary i o edukacji zainteresowanych, zarówno sędziów, jak i skazanych. W efekcie koń jaki jest, każdy widzi. Jednak z oceną, czy ma szansę być czempionem, lepiej się parę lat wstrzymać.































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!