Wojna na górze w dyplomacji
"Prezydent z PiS i premier z PO mogli się pokłócić o każdą rzecz, ale pokłócili się akurat o politykę zagraniczną. I to jest najgorszy wybór, ponieważ dotychczas akurat w polityce zagranicznej PO i PiS różniły się najmniej" - pisze zastępca redaktora naczelnego DZIENNIKA Cezary Michalski.
- Tusk o Fotydze: Niemożliwe, żeby ktoś mówił takie rzeczy
- "Jak prezydent zaprasza, to minister przychodzi"
- Sikorski: Czekam na kolejny termin spotkania
- Szarża Fotygi na rząd
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Oczywiście podczas kampanii wyborczej każda ze stron chciała przekonać Polaków, że zmiana władzy będzie oznaczała totalny przełom. PiS rozdzierało szaty, że wraz z PO zatriumfuje
"obóz białej flagi" albo wręcz "Targowica". A Platforma obiecywała, że wraz z odsunięciem PiS od władzy Polska wróci bez mała z Azji do Europy. Ale teraz
kampania wyborcza już się skończyła i naprawdę nie trzeba dłużej udawać. Akurat w dziedzinie polityki zagranicznej PO i PiS odgrywały jedynie przed światem role dobrego i złego
policjanta.
Różniły się stylem, podczas gdy treść pozostawała podobna. Wcześniejsza polityka miękkiego karku, polityka Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Geremka, gdzie komplementy zachodnich
gazet liczyły się bardziej niż realne osiągnięcia, skończyła się na długo, zanim szefem MSZ została Anna Fotyga. I o tej zmianie przesądziły wspólnie PiS i PO.
Jednym z jej pierwszych symboli był Jacek Saryusz-Wolski. Polityk PO, którego jednak nawet bracia Kaczyńscy nie nazwaliby reprezentantem "obozu białej flagi”. Bo to on był
współarchitektem traktatu nicejskiego, a także wymyślił blokujący mechanizm "pierwiastka", ten najbardziej wysunięty szaniec obrony polskiej racji stanu, na którym sam
premier Jarosław Kaczyński stoczył heroiczny bój. Dzisiaj Donald Tusk, nawet jeśli zamiast zgrzebnej minister Anny Fotygi wystawił mówiącego wieloma językami Radka Sikorskiego, i nawet
jeśli zamiast obrażać Niemców czy Rosjan wykonuje wobec nich grzecznościowe gesty, do polityki Kwaśniewskiego i Geremka wcale nie powrócił. Nawet oprotestowane przez Pałac Prezydencki
zdjęcie polskiej blokady z negocjacji na temat przystąpienia Rosji do OECD nie nosi żadnych cech zdrady narodowej.
Przeciwnie, jest właściwym gestem wykonanym we właściwym momencie. Komisja Europejska organizuje akurat pod swoim patronatem kolejną rundę rokowań pomiędzy Polską i Rosją dotyczących
zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso. Rosjanie będą mieli okazję odpowiedzieć na gest naszego rządu swoim gestem. Jeśli to zrobią - a zniesienie embarga zapowiadają dzisiaj
najbardziej reprezentatywni doradcy Kremla - nasze dwustronne stosunki ruszą z martwego punktu. A w Brukseli staniemy się skuteczniejsi jako współtwórca wspólnej europejskiej polityki
wschodniej.
Jednak Donald Tusk także ponosi odpowiedzialność za niepotrzebną wojnę z prezydentem, w której akurat polityka zagraniczna stała się smętnym pretekstem. Jeśli o wycofaniu przez Polskę
blokady rokowań pomiędzy Rosją i OECD prezydent Kaczyński rzeczywiście dowiedział się z mediów, a nie od premiera, to poważny błąd. I złośliwości pod adresem Kaczyńskiego ze strony
poszczególnych polityków PO wcale tu nie pomogą. Prezydenta nie da się obejść, otorbić, odizolować. Obecna konstytucja osłabiła jego pozycję, ale nie znaczy to wcale, że stał się
jakąś bezsilną angielską królową. Lepiej z nim rozmawiać lub chociaż próbować.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!