DZIENNIK nagrodzony za aferę z corhydronem

Robert Zieliński o nagrodzonym artykule DZIENNIKA ws. afery z corhydronem Fot. Wojciech Grzedzinski / Inne
DZIENNIKOWI przypadła wczoraj nagroda za szczególne dziennikarskie osiągnięcie. Tytuł Grand Press w kategorii news otrzymali Leszek Kraskowski, Paweł Reszka i Michał Majewski za ujawnienie afery z corhydronem. Ich materiał zapobiegł tragedii. To słowa bez przesady. Ujawniliśmy bowiem, że zamiast popularnego leku w fiolkach znajdowała się zabójcza trucizna - pisze w DZIENNIKU Robert Zieliński, publicysta DZIENNIKA.
- Corhydron wraca po cichu do aptek
- Afera z corhydronem zatacza szersze kręgi
- Lekarze chcą wycofania corhydronu z karetek pogotowia
- Urząd leków znowu zlekceważył alarm z corhydronem
- DZIENNIK ma duży wpływ na polskie sprawy
- Znowu wstrzymano sprzedaż corhydronu
- Prokuratura: 17 ofiar zatrutego corhydronu
- Religa: Państwo spełniło swoje obowiązki
- Afera w jeleniogórskiej Jelfie. Postawiono pierwsze zarzuty
- Umorzono śledztwo w sprawie corhydronu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Aferę z corhydronem opisaliśmy na pierwszej stronie DZIENNIKA 8 listopada 2006 roku. Wywołał bezprecedensową reakcję Ministerstwa Zdrowia, które apelowało publicznie, by nie zażywać niebezpiecznego leku i zwracać go do aptek. W jeleniogórskiej Jelfie zarządzono radykalną kontrolę i wstrzymanie produkcji.
Ujawniliśmy również, że ci sami urzędnicy przez wiele miesięcy wiedzieli o wszystkim i nie reagowali - do dnia naszej publikacji.
Artykuł zaczynał się: "Możesz mieć w domowej apteczce groźne dla życia lekarstwo! Chodzi o corhydron, popularny lek dla alergików i astmatyków, bardziej znany jako hydrocortison. Ten specyfik zabija! - mówią bez ogródek lekarze".
Ten tekst miał wyjątkowy wagę. Nie sprzedawał sensacji, nie był oparty na informacjach czy przeciekach z prokuratur, służb specjalnych czy innych urzędów, których jedynym zajęciem jest kontrolowanie rynku leków. Nasi dziennikarze sami odrobili pracę za te wszystkie instytucje. Pisząc, że w naszych domowych apteczkach znajdują się skażone ampułki corhydronu, ujawnili poważne zaniedbania państwa i urzędniczą inercję. Tym razem ta urzędnicza inercja była groźna dla życia pacjentów. Autorzy odkryli bowiem przerażający fakt - Główny Inspektorat Farmaceutyczny wiedział o niebezpieczeństwie. Ale wszystko miało pozostać między urzędnikami i biznesmenami robiącymi ogromne pieniądze na sprzedaży skażonego lekarstwa. I tak by pozostało, gdyby nie sygnał o przypadkach zasłabnięć po podaniu corhydronu, który trafił do naszych autorów. To był trop, który doprowadził Leszka Kraskowskiego, Pawła Reszkę i Michała Majewskiego do publikacji i wczorajszego sukcesu.
Po ujawnieniu afery instytucje państwowe rozpoczęły wyścig w udowadnianiu, która z nich przejawia największą inicjatywę, by poprawić kontrolę na rynku leków. Posadę stracił prezes Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Tysiące policjantów w kraju otrzymało polecenie odnalezienia każdej ampułki corhydronu pochodzącej z wadliwej serii. Prokuratorzy szybko dotarli do 26 przypadków zgonów, które mogły mieć związek z podaniem właśnie tego popularnego lekarstwa. Cała państwowa machina ruszyła z pełnym impetem. Należało jednak poruszyć pierwszy kamyczek, który uruchomił całą lawinę. Właśnie taką rolę odegrał artykuł "Uwaga! Ten lek zabija!".

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!