Obama cudu nie dokona
Prezydent Obama zabrał wreszcie głos w sprawie dla Amerykanów najważniejszej, czyli zapaści gospodarczej. Obiecał zakrojoną na szeroką skalę interwencję. Od tego, czy mu się powiedzie, zależy nie tylko los przeciętnego Johna z Teksasu, ale też gospodarek europejskich i azjatyckich. Niestety, niewiele wskazuje na to, by zdołał dokonać cudu - pisze w DZIENNIKU Andrzej Talaga.
- Tarcza zaczyna próchnieć
- Kosmici przylecieli na inaugurację Obamy?
- Watykan rozczarowany Obamą
- Amerykanie szykują się na chude lata
- Obama: Przygotujcie się na chude lata
- Obama nie jest nowym Herodem
- Obama jako twardziel ze spluwą i mieczem
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jest źle, powiedział prezydent, ale wcale nie obiecał, że będzie lepiej. Fakty nie skłaniają do optymizmu. Amerykański deficyt budżetowy osiągnie w tym roku rozliczeniowym (kończy się
we wrześniu) rekord wszechczasów - 1,186 biliona dolarów. To 8 procent amerykańskiego PKB! Z takimi parametrami USA nie miałyby nawet co marzyć o wstąpieniu do strefy euro. Obama przyznał
uczciwie, że deficyt nie zmaleje, przeciwnie - będzie rósł. Nic dziwnego.
Wszystko, co zapowiadał w gospodarce i polityce społecznej - w tym reforma oświaty i służby zdrowia - oznacza wzrost wydatków państwa. W dodatku ekonomiści nie uwzględnili w prognozach
około 800 miliardów dolarów, jakie administracja chce wpompować w gospodarkę w ramach programu pomocowego.
Tymczasem pieniędzy nie będzie przybywać. Obama nie chce podnosić podatków, z miesiąca na miesiąc spadają obroty handlowe z zagranicą, siada produkcja. Ameryka musi się dalej
zadłużać. Innego wyjścia nie ma. Gdyby nie jej potęga, znaczenie międzynarodowe i reputacja dolara, można by z powodzeniem traktować ją jak potencjalnego bankruta.
Obama nawet nie przymierza się do walki z deficytem, wie bowiem, że nie ma żadnych szans w boju z tą plagą. Zaproponował dużo skromniejszy program - ratowanie miejsc pracy. Tylko w grudniu
dotychczasowe zajęcie straciło ponad 500 tysięcy Amerykanów, w całym 2008 r. dwa i pół miliona. Boeing zapowiedział właśnie zwolnienie 4,5 tysiąca ludzi. A to gigant lotniczy, w małych
firmach jest jeszcze gorzej. Plan prezydenta, obok remontów szkół, obejmuje rozbudowę sieci elektrycznej, renowacje budynków publicznych i prywatnych, by były mniej energochłonne. Z ust Omamy
bije jasne przesłanie, choć niewypowiedziane wprost - musimy oszczędzać. Na wszystkim. Tylko polityka oszczędności da ludziom pracę i spowolni spadek gospodarki.
Nie jest to rewolucyjna recepta na pokonanie kryzysu, wizja zbawcy narodu. To ledwie skromny plan powstrzymania zjazdu po równi pochyłej. Godny raczej zapobiegliwego księgowego niż odnowiciela
Ameryki.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!