PO chce postawić prezydenta przed komisją
Politycy Platformy Obywatelskiej chcą, by prezydent Lech Kaczyński stanął przed komisją śledczą badającą aferę hazardową. Wskazują, że za czasów AWS, jeszcze jako minister sprawiedliwości, miał lobbować za jedną z firm organizujących wideoloterie. "Jeśli są wątpliwości, to trzeba je wyjaśnić" - mówi polityk z kierownictwa klubu PO.
- PO i PiS nie przyznają się do "Ryśka"
- Prezydent i hazard? To śmieszne
- Branża "jednorękich" dostała strzał w plecy
- PiS boi się komisji hazardowej?
- Niesiołowski: Nie przesłuchujmy prezydenta
- Marszałek z PiS miażdży prezydenta
- Tusk delegalizuje drobny hazard
- Chlebowski mętnie się tłumaczy z afery
- Ludzie Kaczyńskiego lobbowali za hazardem
- Szef ZUS odpiera hazardowe zarzuty
- Aferę hazardową zbadają tak, jak chce PO
- Prezydent ostrzega przed wyprzedażą Polski
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ale czy wezwanie prezydenta przed komisję śledczą jest w ogóle możliwe? Jednoznacznej wykładni prawnej nie ma, nie wiadomo nawet, czy prezydent przed komisją może w ogóle zeznawać. "W świetle dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego i praktyki komisja śledcza raczej nie może liczyć na skuteczne wezwanie prezydenta do stawienia się w celu złożenia zeznań" - podkreśla konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski.
Platforma się jednak upiera. "Jeśli są wątpliwości, to trzeba je wyjaśnić" - podkreśla nasz rozmówca z kierownictwa klubu PO. I dodaje: "Mamy informacje, że Lech Kaczyński jeszcze jako minister sprawiedliwości lobbował na rzecz jednej z firm zajmujących się wideoloteriami".
Jedyne dotychczas znane informacje łączące prezydenta z hazardem pochodziły z 2006 roku. Media opisywały, że Lech Kaczyński spotkał się z Józefem Blassem, konsultantem amerykańskiej firmy G-Tech, który za doprowadzenie w 2001 roku do kontraktu tej firmy z Totalizatorem Sportowym dostał 20 mln dolarów. Twierdził potem, że była to suma przeznaczona na "monitorowanie polskiego rządu". Jego spotkanie z prezydentem w lutym 2006 roku miał zorganizować społeczny doradca Kaczyńskiego Michał Kleiber - szkolny kolega Blassa.
>>>Prezydent i hazard? To śmieszne
W Sejmie są aż trzy projekty uchwał powołujących komisje, a tylko do jednej, tej autorstwa Platformy, wpisano wideoloterie. Dlaczego? "To nie przypadek, chcemy wyjaśnienia roli, jaką minister sprawiedliwości w rządzie AWS, pan Lech Kaczyński, odegrał w tej sprawie. O tym, że lobbował na rzecz jednej z firm zajmujących się wideoloteriami, mówiła między innymi ówczesna minister skarbu Aldona Kamela-Sowińska. Tę sprawę trzeba wyjaśnić" - przekonuje nasz rozmówca. Kamela-Sowińska jednak wszystkiemu zaprzecza. "To są jakieś bzdury. Nigdy nic takiego nie mówiłam, nawet nie wiem, co to są wideoloterie" - podkreśla.
Platforma liczy jednak na to, że PiS będzie zmuszone zgodzić się na przesłuchanie prezydenta. "Wtedy, gdy komisja śledcza, badając aferę Rywina, chciała przesłuchać Aleksandra Kwaśniewskiego, to właśnie środowisko Prawa i Sprawiedliwości najgłośniej krzyczało, że to skandal i że wobec prawa wszyscy są równi" - przypomina jeden z naszych rozmówców. "Dlatego Kaczyński nie będzie miał wyjścia i będzie musiał się pojawić" - zapowiada ważny polityk PO.
PiS nie mówi "nie", ale jednocześnie podkreśla, że taki wniosek byłby kolejnym dowodem na to, że Platforma całą sprawę afery hazardowej chce zamieść pod dywan. "To typowe dla PO odwracanie kota ogonem. W sprawie afery hazardowej trzeba wyjaśnić rolę Chlebowskiego, Drzewieckiego, Schetyny i wreszcie premiera Tuska, a nie prezydenta" - mówi Adam Hofman z PiS.
Kwaśniewski przed komisją nie stanął
W 2003 roku komisja śledcza badająca aferę Rywina chciała powołać na świadka Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten oświadczył jednak: "Ja mogę się stawić. Mogę zaśpiewać i zatańczyć, tylko po co? I przed komisją ostatecznie się nie pojawił. Dwa lata później prezydenta Kwaśniewskiego chciała przesłuchać komisja ds. Orlenu, znów się jednak nie udało. "W komisji mamy do czynienia z głęboką demoralizacją. (...) Odmawiam uczestnictwa w politycznej awanturze" - oświadczył w marcu 2005 r. Kwaśniewski, na dzień przed zaplanowanym przesłuchaniem. Po raz kolejny były prezydent miał stanąć w 2005 r. przed komisją badającą prywatyzację banków. Jednak wcześniejsze wybory parlamentarne zakończyły jej pracę






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!