Marszałek z PiS miażdży prezydenta
Lech Kaczyński przegra wybory, bo nie potrafił przejrzeć się w lustrze własnych ułomności - napisał na swoim blogu... polityk PiS. I to nie byle kto, bo wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego Maciej Eckardt. Wytknął prezydentowi miałkość, partyjne uwikłanie i małostkowość.
- "Wiadomości" TVP grają dla prezydenta
- Kaczyński odzyskuje zaufanie, Tusk traci
- Niegrzeczne pióro prezydenta kupił Palikot
- Niesiołowski: Nie przesłuchujmy prezydenta
- Prezydent ostrzega przed wyprzedażą Polski
- Jest konkurencja dla PiS. Z Radia Maryja
- Kaczyński nie osamotni Tuska na szczycie
- PO chce postawić prezydenta przed komisją
- Tusk mocno traci w wyścigu prezydenckim
- Saakaszwili: Kaczyński był mężny!
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Lech Kaczyński nie ma najmniejszych szans na reelekcję" - pisze prosto z mostu Eckardt na swojej stronie eckardt.pl. I zaraz wyjaśnia, dlaczego. Jego zdaniem, prezydent nie zdobył nowego poparcia, a nawet więcej - stracił znaczną część dotychczasowego elektoratu "zdegustowanego miałkością upływającej kadencji, znaczonej partyjnym uwikłaniem i nieznośną małostkowością, która powinna być obca głowie państwa".
Eckardt bardzo dokładnie wylicza porażki kadencji Lecha Kaczyńskiego: "Lech Kaczyński przegra, bo nie potrafił w porę przejrzeć się w lustrze własnych ułomności. Przegra, bo nie ma już <ciągu> na twardego szeryfa z Warszawy, którym był jeszcze cztery lata temu. Przegra, bo nie wiadomo, co tak naprawdę pozostawia po swojej pięcioletniej kadencji".
Wicemarszałek z nadania PiS wskazuje też na podobieństwa między Lechem Kaczyńskim a jednym z jego poprzedników, Lechem Wałęsą, który przegrał walkę o reelekcję. "Obu nie udało się wypracować języka komunikacji ze współczesnym światem. Obaj grzęźli w personalnych utarczkach oraz infantylnej pamiętliwości. Obu nie udało się też zdystansować swojego urzędu do polityczno-partyjnej bieżączki, w którą niepotrzebnie się angażowali, stając na przegranej pozycji, bo pozycja prezydenta w polskich warunkach konstytucyjnych jest dość licha" - pisze.
Ale im dalej, tym ostrzej. Maciej Eckardt mówi wprost: "Lech Kaczyński nie jest moim kandydatem. Jego prezydentura rozczarowała". I zaraz wyjaśnia, dlaczego, wyliczając listę wad prezydenta: "groteskowe uzależnianie podpisania traktatu lizbońskiego od wyników irlandzkiego referendum, toczenie trzeciorzędnych bojów o czwartorzędne sprawy, nadpobudliwa proamerykańskość, mała zwartość intelektualna i niespójny przekaz intencji". Wytyka też Lechowi Kaczyńskiemu sojusz z prezydentem Gruzji Micheilem Saakaszwilim, którego nazywa satrapą i ewidentnym oszołomem.
W PiS panuje oburzenie. "To skandal" - grzmią politycy partii Jarosława Kaczyńskiego. "Ten stos inwektyw i frustracji pan Eckardt mógł zachować dla siebie. Ktoś, kto powinien być lojalny wobec partii i prezydenta, nie powinien używać takiego języka politycznego. Dziwi mnie, że zachował się tak wobec obozu, który go wspierał. Zastanawiam się też, dlaczego ktoś, kto do tego stopnia nie utożsamia się z działaniami ugrupowania, tak chętnie korzystał w przeszłości z różnych propozycji" - mówi Tomasz Latos, poseł PiS.
Sam Eckardt nie rozumie zamieszania. Wyjaśnia, że tylko tłumaczy, dlaczego nie będzie już głosował na Lecha Kaczyńskiego. "Jeśli ten wpis nie wszystkim się spodobał, trudno - taki urok demokracji" - wyjaśnia.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!