Prokuratura: Kamiński nie złamał prawa
Warszawska prokuratura okręgowa uznała, że były szef CBA Mariusz Kamiński dopełnił swoich obowiązków, powiadamiając ją o tzw. aferze stoczniowej i odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Zawiadomienie dotyczące Kamińskiego złożył w połowie października szef kancelarii premiera Tomasz Arabski.
- Prywatyzacja stoczni. BBN uderza w ABW
- Pitera ma przeprosić byłego szefa CBA
- Zobacz, kogo pozywa "katarski łącznik"
- "Grad, najsłabsze ogniwo"
- Gowin: PO zrobiła zbyt mało po aferze
- Grad kontratakuje: Jaka afera stoczniowa?
- Mimo wszystko ktoś chce kupić stocznie?
- Prokuratorzy ścigani za krytykę przełożonych
- Nie będzie śledztwa ws. odwołania szefa CBA
- Kamiński: Nie było stoczniowego inwestora
- "Aferę stoczniową wykryliśmy przypadkiem"
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Według prokuratora były szef CBA dopełnił swoich obowiązków i niezwłocznie poinformował prokuraturę o całej sprawie. Dlatego śledztwo nie zostało wszczęte" - powiedział rzecznik prokuratury Mateusz Martyniuk, potwierdzając informacje podane przez Radio ZET.
Zdaniem Arabskiego, przestępstwo popełnione przez Kamińskiego miało polegać na tym, że mając dowody pozwalające na wszczęcie postępowania karnego, nie zawiadomił prokuratury. Tymczasem CBA przekazało takie zawiadomienie kilka dni po zawiadomieniu Arabskiego w tej sprawie. Argumentowało to tym, że przygotowywało niezbędne w tym celu materiały. Arabski złożył doniesienie 9 października, Kamiński - 12 października.
Śledztwo w sprawie domniemanego przekroczenia uprawnień urzędników Agencji Rozwoju Przemysłu i Ministerstwa Skarbu Państwa przez "utrudnianie przetargu" na sprzedaż stoczni w Gdyni i Szczecinie prowadzi obecnie warszawska prokuratura apelacyjna. Wszczęła je prokuratura okręgowa, ale poprosiła o przeniesienie sprawy do innej jednostki.
Według materiału z raportu CBA ujawnionych przez "Wprost" urzędnicy Agencji mieli czynić wszystko, by przetarg na stocznie w Gdyni i Szczecinie wygrał katarski inwestor Stichting Particulier Fonds Greenrights. Mieli oni informować go o tym, jakie oferty składają pozostałe podmioty. W kontekście tego inwestora padają określenia "nasz", "przyjaciele".
Według "Wprost", kiedy Katarczycy nie dopełnili na czas formalności, urzędnicy ARP mieli wydłużać termin rejestracji do udziału w przetargu i wpłaty wadium, a gdy w pierwszym dniu przetargu postanowili wycofać się z transakcji, minister skarbu chciał całą procedurę "przerwać".
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!