Zarzuty usłyszała Małgorzata Bednarek prezes stowarzyszenia "Ad Vocem", która krytycznie wypowiadała się w mediach o odsunięciu prokuratora, który rozpracowywał Petera Vogla. Obwinionym jest też prokurator Jarosław Duś. Przed sejmową komisją śledczą powiedział, że jest szykanowany przez swoich przełożonych. Zaś mediom ujawnił, że nie pozwolono mu przesłuchać Stefana Niesiołowskiego z PO. Kłopoty ma też słupski prokurator Marcin Natkaniec, który chciał stawiać zarzuty lokalnemu wójtowi.

Bednarek pracuje w Prokuraturze Apelacyjnej w Katowicach. Na początku listopada rzecznik dyscyplinarny wezwał ją na przesłuchanie. Usłyszała trzy zarzuty za wypowiedzi dla prasy. Jeden za lipcową wypowiedź dla "Dziennika". Ujawniliśmy wtedy, że szefowa Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach odwołała prokuratora Adama Rocha, który rozpracowywał lobbystę Marka Dochnala. Argumentowała, że zbyt długo prowadził tę sprawę. Jednak z dokumentów, do których dotarliśmy wynikało, że śledczy przymierzał się właśnie do oskarżenia lobbysty i jego bankiera Petera Vogla o pranie brudnych pieniędzy. Bednarek, występując jako prezes Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów "Ad vocem", skrytykowała decyzję o odsunięciu Rocha w takim momencie. Rzecznik dyscyplinarny uznał, że tą wypowiedzią "naraziła prokurator apelacyjną w Katowicach na utratę zaufania potrzebnego do sprawowania funkcji".

Bednarek nie chce komentować zarzutów. We wrześniu mówiła o swojej sprawie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. "Wdrożono postępowanie, które można zinterpretować jako próbę naruszenia mojego prawa do wolności słowa i zrzeszania się" - mówiła posłom.

Bednarek nie jest jedyna. Pod koniec października zarzuty usłyszał prokurator Jarosław Duś z Bydgoszczy. W kwietniu zeznawał przed sejmową komisją śledczą do spraw nacisków. Zasugerował, że jego szefowie chcieli się na nim zemścić za to, że był jednym z oskarżycieli prowadzących postępowanie w sprawie byłego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka. "Straszono mnie zastosowaniem wytyków, czego konsekwencją miało być wszczęcie, a następnie przeprowadzenie postępowania dyscyplinarnego" - tak Duś relacjonował posłom rozmowę ze swoimi przełożonymi z bydgoskiej Prokuratury Okręgowej.

Trzy miesiące później Duś ujawnił tygodnikowi "Newsweek", że nie pozwolono mu przesłuchać wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego. Miało się to nie spodobać ówczesnemu ministrowi sprawiedliwości Andrzejowi Czumie. Duś usłyszał od rzecznika dyscypliny zarzut "uchybienia godności prokuratora".

Podobne kłopoty co Duś i Bednarek ma Marcin Natkaniec ze słupskiej prokuratury. W mediach lokalnych ujawnił, że chciał stawiać zarzuty wójtowi Słupska Mariuszowi Chmielowi za nieprawidłowości przy budowie miejskiego aquaparku. Ale tuż przed podjęciem tej decyzji, przeniesiono go do innej prokuratury. Za te skargi też usłyszał zarzuty dyscyplinarne.

Czy to nagonka ze strony ministerstwa? Duś i Bednarek uchodzą za ludzi Zbigniewa Ziobry. Ale Natkaniec nie. Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że zarzuty dyscyplinarne nie są żadną formą politycznej nagonki. Prawnik Adam Bodnar z Helsińskiej Fudnacji Praw Człowieka uważa, że prokuratorzy mają ograniczone prawo do publicznej wypowiedzi. "Pełnią oni bowiem służbę, której przepisy nie pozwalają na publiczne mówienie wszystkiego, co dotyczy ich pracy. Z drugiej strony ich przełożeni powinni ostrożnie stosować przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej" - tłumaczy Bodnar.