Oto dlaczego Tusk lubi Bieleckiego
Jan Krzysztof Bielecki zrobił duże pieniądze. "Kiedy zaprasza na obiad, trzeba pamiętać, by wziąć portfel, on swojego zapomina" - mówi anonimowo jego znajomy. Dlaczego Tusk go lubi? Łączy ich szczególna relacja. Spotykają się w willi na Parkowej, oglądają mecze, popijają wino. Obaj są szalenie ambitni.
- Poznaj plan Tuska na "po wyborach"
- Bielecki: Nie śmiałbym doradzać Tuskowi
- Bielecki: Znam Tuska od czasów Anny Barycz
- Znów zmiany w rządzie. Kto teraz podpadł?
- Włosi wyrzucili Bieleckiego za złe wyniki
- Sikorski znalazł pracę Bieleckiemu
- Rostowski chwali się Francuzom
- Zobacz, kto zastąpi Bieleckiego
- Przyjmą budżet pod dyktando Rostowskiego
- Tusk jako raper śpiewający o kurczakach
- Wiemy, co premier zrobi z Bieleckim
- Bielecki nie chce do rządu. Na razie
- Irlandię kryzys kosztował najwięcej
- 20 lat planu Balcerowicza
- Bielecki wprowadzi Polskę do euro
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -24°C max. 2°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jan Krzysztof Bielecki trochę na własne życzenie wmieszał się w ostatnich tygodniach do polityki, i to tej najtwardszej. Gdy rozpętała się afera hazardowa, ekipa Tuska znalazła się w defensywie. Tonęli ważni ludzie PO, najpierw Chlebowski, potem Drzewiecki. Nie wiadomo było, kto zostanie trafiony jako następny. Premier dwa miesiące temu gorączkowo szukał wyjścia z opresji. Spotkał się z Bieleckim i Krzysztofem Kilianem, wiceprezesem Polkomtelu, znajomym ze środowiska gdańskich liberałów. - Idą ciężkie czasy. Potrzebni są profesjonaliści. Odsuń Nowaka, Grasia, Grupińskiego, Arabskiego - miał usłyszeć od nich Tusk. Druga propozycja była jeszcze radykalniejsza: jeśli rekonstrukcja ma być głęboka, musi odejść Schetyna. Padać miały argumenty, że wicepremier za mocno urósł, a jego wpływy mogą zagrozić samemu Tuskowi.
Wiadomość o tej naradzie dotarła do Schetyny, który żyje w przekonaniu, że Bielecki przyczynił się do jego upadku. Ciekawe, że Schetyna godził się na odejście z rządu. Odbył nawet rozmowę z Tuskiem. - Jestem gotów przejść do Sejmu, jeśli to ma uratować projekt - powiedział. Projekt to objęcie przez PO funkcji premiera i prezydenta. Schetyna postawił warunek: nie zostanie upokorzony i nie będzie odchodził jako człowiek współodpowiedzialny za aferę hazardową. Ale stało się inaczej. Wieczorem w przeddzień odejścia Tusk prosił Schetynę:
- Nie mów nic o swojej dymisji.
- Pewnie, że nie. Ty to ogłosisz - odparł wicepremier, który właśnie jechał do TVN.
- Wróć po programie, bo musimy jeszcze o tym pogadać, może to nie jest najlepszy pomysł.
Schetyna wyszedł z kancelarii premiera zadowolony, że być może zostanie w rządzie. Po drodze dowiedział się, że wiadomość wyciekła do "Faktów" TVN. Wściekł się. Uważał, że przeciek był wypuszczony za zgodą Tuska. - To skrajna nielojalność - skarżył się znajomemu. Po programie Schetyna pojechał grać z Tuskiem w piłkę. - Nie chciałem, żeby myśleli, że się na nich obraziłem - tłumaczył tej samej osobie.
Grzegorz Schetyna to ciągle potężny człowiek w Platformie. - Tusk zrobił wielki błąd, że go ranił, ale nie zabił - mówi poseł PO. - Schetyna siedzi w gabinecie szefa klubu. Odłączył już kroplówkę, łyka witaminy i buduje pozycję.
Premier rozumie, że sprawy poszły za daleko. Gdy ktoś z kancelarii premiera zatelefonował, by klub zajął się zmianami w konstytucji, Schetyna odpowiedział: - Jesteś w niezłym niedoczasie. Chlebowski nie jest już szefem klubu. To kancelaria ma przygotować projekt. Czekamy. W tej sytuacji Tusk jak nigdy wcześniej potrzebuje kogoś tak zaufanego jak Bielecki.
Specjalista od szuflowania
JKB ma szczególne prawa w otoczeniu Donalda Tuska. Był zawsze blisko jego rządu, choć nie bywał na spotkaniach politycznych i oficjalnie zajmował się tylko prezesowaniem w Pekao SA. To z jego polecenia ministrem finansów został nieznany Jacek Rostowski. Bielecki bronił go, gdy ministrowi groziła dymisja. - Donald chciał go wyrzucić, kiedy dostarczał coraz to nowe i coraz gorsze dane na temat deficytu budżetowego. Odbył rozmowę z ministrem w cztery oczy, po której Rostowski wyglądał jak zbity pies. Potem podniósł sprawę podczas spotkania koalicji, na którym byli m.in. Waldemar Pawlak i Stanisław Żelichowski. Premier powiedział, że ma wątpliwości, czy ktoś panuje nad budżetem - mówi ważny polityk Platformy. JKB przekonywał premiera, że sytuacja gospodarcza jest niestabilna i nikt nie może podać precyzyjnych danych.
Bielecki wraz z Januszem Lewandowskim zaraz po wyborach byli autorami doktryny obecnego rządu: "Nic nie robić, wykorzystywać pieniądze z UE i czekać do wyborów". Także on namawiał Tuska, by co roku po wakacjach dokonywać rekonstrukcji rządu, czyli wymiany 3 - 4 ministrów. - Nazywano to "szuflowaniem". Tusk pocieszał tych, którzy nie dostali propozycji wejścia do rządu, że za rok na pewno dostaną szansę. Jednak notowania były tak dobre, że nie trzeba było szuflować - opowiada polityk Platformy.
JKB zrobił także wiele, by zmarginalizować pozycję Leszka Balcerowicza i jego środowiska, które ma duże wpływy w gospodarce. Jeszcze w czasach, gdy Balcerowicz był szefem NBP, Tusk wyrażał się o nim z atencją. Jednak gdy konstruowano rząd, nastawienie się zmieniło. Premier w prywatnych rozmowach dowcipkował na temat Balcerowicza i nigdy nie rozpatrywał go jako kandydata na ministra. Otoczenie Tuska widzi w tym rękę Bieleckiego, który miał powtarzać premierowi: "Niepopularny Balcerowicz będzie cię ciągnął w dół". Nie jest tajemnicą, że obaj politycy, choć byli w jednym rządzie (Bielecki - premier, Balcerowicz - wicepremier, minister finansów), nie przepadają za sobą.
Czytaj więcej...




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!