Przyjmą budżet pod dyktando Rostowskiego
Koalicja mobilizuje się do głosowania w sprawie budżetu na 2010 rok. Jak ustaliliśmy, żadna poprawka nie może zostać przyjęta bez zgody ministra finansów Jacka Rostowskiego. Posłowie mają przyjąć ustawę w przyszłym tygodniu. Koalicja scenariusz prac nad budżetem ma już dopracowany.
- "Siekiera nad finansami publicznymi"
- Rostowski chwali się Francuzom
- Budżet przyjęty. Będzie 50 miliardów długu
- Rostowski: W 2009 roku deficyt 24-25 mld zł
- Oto dlaczego Tusk lubi Bieleckiego
- Tak rząd zaoszczędzi miliardy złotych
- Pierwsze ofiary becikowego
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Prace mają biec bez wielkich debat i politycznych sporów. Na wtorek zaplanowano II czytanie ustawy budżetowej. To ostatni moment, by zgłosić do niej poprawki. Ale Platforma nie przewiduje praktycznie żadnych znaczących zmian. "Nawet, gdyby dzięki lepszym prognozom gospodarczym pojawiały się dodatkowe środki, to zostaną przeznaczone na zmniejszenie deficytu" - zapowiada szef sejmowej komisji finansów publicznych Paweł Arndt (PO).
Sejm ma przyjąć budżet w przyszły piątek. Ponieważ Regulamin Sejmu zabrania, by na tym samym posiedzeniu przeprowadzić i drugie, i trzecie czytanie tej samej ustawy, w piątek marszałek Bronisław Komorowski otworzy nowe posiedzenie. Na to głosowanie w koalicji panuje pełna mobilizacja. Ma obowiązywać dyscyplina, a kluby koalicyjne mają zakaz popierania wniosków nieuzgodnionych z resortem finansów.
A jeszcze kilka lat temu w głosowaniach budżetowych powstawały za każdym razem ponadpartyjne, doraźne koalicje. Najczęściej po to, by forsować regionalne postulaty. Sztandarowym przykładem był budżet w 2004 roku, gdy przesunięto 1,5 mld zł. z podwyżek dla urzędników na dofinansowanie przewozów regionalnych i warszawskie metro. Teraz o takich zmianach nie ma mowy, a takie poprawki nie mają żadnych szans.
"Jak się na coś umawiamy, to na poważnie. Nie można w budżecie trudnym mówić, że milion, dwa czy pięć można przerzucić gdzie indziej" - mówi Krystyna Skowrońska, wiceszefowa sejmowej komisji finansów publicznych. I choć opozycja zgłosi poprawki, nie ma złudzeń. "Jest to, co chce większość rządząca i nie ma mowy o żadnej rozmowie. Dyskusja jest coraz bardziej iluzoryczna" - przyznaje Aleksandra Natalli-Świat z PiS, z komisji finansów publicznych.
Do tej pory komisja finansów publicznych głosami koalicyjnych posłów zaproponowała tylko standardowe zmiany w postaci obcięcie funduszy tzw. świętych krów budżetu, czyli np. Kancelarii Prezydenta, NIK czy Senatu. Te instytucje same prognozują swoje budżety, a cięć w nich może dokonać tylko parlament. NIK straci 10 mln zł., a IPN i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji po 4 mln.
O podobną sumę obcięto wydatki prezydentowi. Te oszczędności mają zostać przeznaczone na inwestycje wieloletnie, takie jak szpitale w Warszawie, Gdańsku czy Białymstoku. Łącznie posłowie proponują przesunięcia na 250 mln zł. To niespełna jeden promil wszystkich wydatków w przyszłorocznym budżecie państwa. I ta kwota się nie zwiększy, bo stanowczy opór stawia w tej sprawie minister Rostowski.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!